Tanuki

Tanuki.pl

Wyszukiwarka

Yatta.pl

News

Jesień 2017 - zapowiedź sezonu

Avellana - 20.09.2017

Witam ponownie w cyklicznej zapowiedzi sezonu! Tym razem podziękowania za pomoc i współtworzenie należą się: Ice, Tablisowi, moshi_moshi, ursie, Enevi, Kysz oraz Daerianowi. Pominęliśmy parę rzeczy, przede wszystkim Dream­‑Fes R (bo już się dawno zaczęło), nową serię Cardfight (za mało informacji oraz zainteresowania tytułem), Gintamę (również skąpe informacje, w dodatku mocno sprzeczne) oraz Itsudatte Bokura no Koi wa 10 Centi Datta (ma sześć odcinków i zacznie się dopiero w listopadzie).

Ponadto z przyczyn niezależnych od reszty redakcji ta zapowiedź została przygotowana pod znacznie większą presją niż zazwyczaj. W związku z tym nie wykluczam zbłąkanych literówek i innych braków – proszę o wyrozumiałość!

Przetarg na nowości sezonu jesiennego zostanie otwarty najprawdopodobniej jutro lub pojutrze.



Anime­‑Gataris (Wao World)
Seria oryginalna / Premiera: 8.10.2017

Szkolna seria o perypetiach klubu miłośników anime – czyżby nowsza wersja prawie już dzisiaj zapomnianego lub nieznanego młodszemu pokoleniu Genshikena? Bohaterka serii, Minoa Asagaya, zostaje przez koleżankę z klasy zaproszona do klubu zajmującego się „badaniem” anime – czyli w rzeczywistości oglądaniem, rozmowami i odwiedzaniem miejsc z anime. Gdybyż jeszcze nie stała groźba rozwiązania klubu przez Samorząd Szkolny oraz nadchodzący koniec świata…

Tak, dobrze widzicie, we wszelkich zapowiedziach jak byk stoi napisane „koniec świata” – cóż to oznacza dla fabuły? Nie wiadomo, czy zagrożenie jest realne, czy tylko jest to chwyt reklamowy. Wiadomo natomiast, że będzie sporo postaci, wliczając w to Neko­‑senpaia, stwora przypominającego tłustego szarego kota. Za reżyserię odpowiada niemający na koncie większych dokonań Kenshirou Morii, natomiast scenariuszem opiekować się będzie Mitsutaka Hirota (Amaama to Inazuma, Shin Tennis no Ouji­‑sama). Projekt postaci i animacja spocznie natomiast w rękach so­‑shi. W roli tytułowej usłyszymy Kaede Honto (Hikari w Demi­‑chan wa Kataritai, Yae w Girlish Number).

Anime jest serią oryginalną, więc fabuła jest całkowicie zależna od twórców – w niektórych przypadkach jest to zaleta, w innych wada – wszystko zależy od tego, czy scenarzysta i reżyser potrafią stworzyć coś interesującego. W tym przypadku warto podchodzić do tego założenia z ostrożnością, bowiem szkolnych serii o szkolnych klubach było mnóstwo i mało która wybijała się ponad przeciętność. Dotychczasowy dorobek twórców nie nastraja optymistycznie i niewiadomo, czy można oczekiwać czegoś więcej niż scenek z życia szkolnego klubu oraz lekkiego fanserwisu, wliczając zapowiedzianą już wizytę w gorących źródłach.

(i)



Black Clover (Studio Pierrot)
Adaptacja mangi / Premiera: 3.10.2017

W świecie, w którym magia jest wszystkim, Asta i Yuno, wychowani razem w sierocińcu, mają ambicję zdobyć stołek maga­‑imperatora (choć ten cieszy się zarówno zdrowiem, jak i popularnością wśród ludu jako największy żyjący mag). Problem polega na tym, że Asta nie potrafi używać magii i nie pomagają w tym nawet entuzjastycznie wykonywane jednoręczne pompki połączone ze staniem na głowie oraz dzikie grymasy. Ostatnią szansą jest ceremonia podczas której magiczne grymuary same wybierają sobie właściciela, kończącego piętnasty rok życia. Yuno zyskuje niezmiernie rzadki i cenny okaz oznaczony czterolistną koniczyną, symbolem powodzenia, Asta – nic… Niemniej nikogo chyba nie zdziwi, że kiedy przyjaciel znajdzie się w niebezpieczeństwie, przed Astą pojawi się jeszcze rzadsza księga pięciolistnej koniczyny, w pakiecie z ogromnym mieczem (pompki się przydadzą) i, ponoć, demonem.

Okej, rzuciłam okiem na pierwszy rozdział mangi i nawet oboma na zeszłoroczną OAV­‑kę i jakoś nie wydaje mi się słuszne (przynajmniej już teraz) ogłaszanie tego anime duchowym spadkobiercą Bleacha i Naruto. Co prawda oba żurawie przyniosły wiedzę, że spodziewać się należy potwornie przerośniętych mieczy oraz przyjacielskiej rywalizacji, z typowymi dodatkami rozmaitych power i nakama upów oraz wykrzykiwania nazw magicznych ataków, a w przypadku protagonisty wykrzykiwania niemal wszystkich kwestii, łącznie z romantycznymi deklaracjami. Zresztą obaj główni bohaterowie, o przesadnie skrajnych osobowościach, nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia. Po obsadzie sądząc, postaci pojawi się od groma (w dalszych rolach jest nawet paru dobrych seiyuu) i pewnie wszyscy będą na wszelkie sposoby porównywać swoje miecze… znaczy, grymuary. Nic szczególnego nie mam do powiedzenia o ekipie twórców (no, studio), a materiału wystarczy póki co najwyżej na mały kawałek tasiemca. Jednak wieść głosi, że recepcja oryginału jest dobra, więc fani bitewnych shounenów powinni się z pewnością zainteresować.

(u)



Blend S (A­‑1 Pictures)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Adaptacja czteropanelowej mangi Miyuki Nakayamy opowiada o kelnerce imieniem Maika, pracującej w kawiarni o dosyć specyficznej konwencji. Jej pracownice mają grać określone role, by zadowolić klientów tego przybytku – a to zachowywać się jak tsundere, a to jak młodsza siostra (i zapewne zwracać się do nich „Onii­‑chan!”). Naszej bohaterce, z wyglądu typowe słodkie i nieśmiałe dziewczę, zostaje natomiast przypisany przez kierownika stereotyp skrajnej sadystki – i tak powinna się zachowywać, czyli traktować klientów jak robaki, ewentualnie, sądząc po zwiastunach, znęcać się nad bogu ducha winnym keczupem, doprowadzając zamawiających panów do mentalnego orgazmu.

Za wygląd postaci odpowiadać będzie Yousuke Okuda (Gochuumon wa Usagi Desu ka?), scenariusz natomiast stworzył Go Zappa (Shin Koihime Musou). Nad całością ma czuwać Ryouji Masuyama, dla którego będzie to pierwsza większa produkcja. Odnoszę wrażenie, że otrzymamy połączenie Working! z Gochuumon wa Usagi Desu ka?, obficie polane fanserwisem w postaci stereotypów, ekscytujących dla klientów kawiarni tematycznych. Smaczku dodawać będzie zapewne, że wszystkie postacie wyglądają na urocze i słodkie dziewczęta, i muszą grać rolę niepasujące do ich osobowości, co będzie bardzo przeszkadzać naszej niewinnej jako ta lelija bohaterce. Ale nic to, nauczy się z tym żyć i zapewne odkryje i pokocha głęboko skrywane pokłady sadyzmu. Ironia zamierzona.

(i)



Boku no Kanojo ga Majime Sugiru Shobitch na Ken (Diomedea)
Adaptacja mangi / Premiera: 11.10.2017

Haruka Shinozaki wyznaje miłość koleżance z klasy. Nie ma jednak pojęcia, że uważana za chodzący ideał Akiho Kousaka może niejednym go zaskoczyć!

Obecnie szkolnych komedii ecchi jest jak mrówków, ale przecież nie może ich zabraknąć w żadnym zestawieniu, bo czymże byłby sezon anime bez odpowiedniej ilości sprośnych żartów? Cóż, na ich braku świat pewnie by szczególnie nie ucierpiał, ale dobre ecchi nie jest złe. Podobnie typowa „czteropanelówka” może sprawdzić się w roli pełnoprawnej serii telewizyjnej, jeśli do ekranizowania podejdzie się z głową. Pytanie tylko, co zrobić z kolejną stertą wytartych klisz, których twórcy nawet nie próbują udawać, że tworzą coś dobrego. Cóż, ten typ można rozpoznać po samym tytule, a ten subtelnością zdecydowanie nie grzeszy… Złem wcielonym bym tego nie nazwała, chociaż trudno mi sobie wyobrazić, żeby „dziewicza suka” znalazła spore grono fanów, bo ile razy to już widzieliśmy zwyczajnego chłopaka otoczonego wianuszkiem napalonych dziewcząt? Hm… Niech no policzę. Nie, wróć. To nie ma sensu. Czy ekipa produkcyjna będzie w stanie coś z tym zrobić, nie mam pojęcia, bo reżyser Nobuyoshi Nagayama, to debiutant, a scenarzysta może i ma doświadczenie, ale jak dobrze wiadomo, z pustego nawet i Salomon nie naleje.

(e)



ClassicaLoid [2017] (NHK)
Adaptacja mangi / Premiera: 7.10.2017

Jak zrobić dobre anime, które niejako przy okazji popularyzowałoby muzykę klasyczną? Na to pytanie znalazłoby się pewnie kilka odpowiedzi. A jak popsuć anime mające muzykę klasyczną jako motyw przewodni? To pokazuje ClassicaLoid, zwariowana w teorii i nieudana w praktyce opowieść, w której genialni kompozytorzy (a właściwie ich kopie, często mocno różniące się od oryginału) sieją chaos i zamęt we współczesnej Japonii w ogóle, a w życiu pewnej poukładanej nastolatki w szczególności. Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że do obsady dołączą Richard Wagner w postaci nadąsanego bishounena (Yoshitsugu Matsuoka) oraz Antonín Dvořák w postaci hipopotama (Jun'ichi Suwabe). Niestety obawiam się, że brzmi to znacznie bardziej zachęcająco niż wyjdzie w rzeczywistości…

Jeśli jednak pominąć dalsze narzekania na zmarnowany potencjał, trzeba zaznaczyć, że nie jest jasne, jak nowa seria będzie się miała do poprzedniej. W ekipie twórców zajdą bowiem pewne dość istotne zmiany. Youichi Fujita, reżyser serii takich jak Gintama' czy Osomatsu­‑san, przesiądzie się za biurko scenarzysty, zaś rolę reżysera obejmie debiutujący Kei Umabiki. Czy te zmiany wyjdą na dobre? Nie wykluczałabym tego tak do końca, ponieważ głównym problemem pierwszej serii był właśnie niepozbierany i nieogarnięty scenariusz. Inna rzecz, że nawet jeśli nastąpi poprawa, wątpliwe jest, by po ten tytuł sięgnął ktoś nowy, a jeśli sądzić po ocenach, także większość użytkowników Tanuki, którzy pierwszą serię śledzili, tym razem postawi na inne produkcje.

(a)



Code:Realize ~Sousei no Himegimi~ (M.S.C.)
Adaptacja gry otome / Premiera: 7.10.2017

Niektórzy kojarzą zapewne franczyzę Dark Universe, którą z wielkim uporem i niewielkim brakiem powodzenia Universal Pictures próbuje sprzedać w kinach. Pomysł jest taki, żeby zebrać w jednym miejscu znane postaci z klasycznych powieści fantastycznych i przygodowych: Van Hellsinga, doktora Frankensteina, wampiry, potwory i inne cuda. W Code:Realize pomysł jest ten sam, tylko dodano jeszcze protagonistkę, z którą całe to towarzystwo będzie romansować. Dziewczę też ma cechy paranormalne (trująca krew i inne szmery bajery), więc przynajmniej pasuje do świata przedstawionego, czego o większości bohaterek gier otome powiedzieć nie można. Wypada też docenić zgrabny steampunkowy styl, ale obawiam się, że na tym potencjalne zalety się kończą. Wiadomo, jak to jest z adaptacjami otome – ich wielowątkowa fabuła zwykle słabo nadaje się do przeniesienia na ekran, nie inaczej zapowiada się w tym przypadku. Poza tym taki zestaw postaci pasuje przede wszystkim do historii przygodowej. Wiem, że z literackich oryginałów w tej franczyzie pozostały głównie imiona i nazwiska, ale ich brutalne wypatroszenie nie czyni z nich dobrego materiału do romansowania, co najwyżej przeciętny.

Gra jest ślicznie narysowana, ale tej urody nijak nie da się dostrzec w materiałach promujących anime. Zaś na akcję też nie ma co liczyć, bowiem studio M.S.C. jest głównie podwykonawcą fragmentów animacji dla bardziej uznanych twórców. Innymi słowy bieda. Cóż, oryginalny materiał nie jest najgorszy, przynajmniej pod względem wizualnym, więc szanse, że coś z jego uroku da się przenieść na ekran, minimalne, ale są.

(t)



Dia Horizon
Seria oryginalna / Premiera: 2.10.2017

26 września Square Enix podał, że seria będzie miała pięciominutowe odcinki wykorzystujące CG i technologię Flash.

W momencie pisania tego tekstu (w dzień deadline'u) Square Enix nadal nie ujawnił żadnych nowych informacji na temat anime zapowiedzianego w lipcu jako „bardzo ambitny projekt”. Nikogo chyba nie zaskoczy, że jest to projekt multimedialny, z owym anime, serią ONA, mangami, powieścią internetową, grą na smartfony – oraz najprawdopodobniej kolejnymi grami i Bóg wie czym jeszcze. Wiemy także, że ma to być opowieść o „śmierci, nadziei i wolności” (ciekawe, czy to kolejność znacząca), o dziewczynie niemającej żadnej władzy nad własnym życiem czy śmiercią oraz o chłopaku, który postanawia rzucić wyzwanie bogom, by podzielić się z nią swoim przeznaczeniem.

Oprócz tych strzępków informacji, niewiele pokazującego trailera i intrygującej (zwłaszcza stworem w tle) grafiki promocyjnej nie podano na razie żadnych konkretów na temat ekipy twórców czy obsady. Oczywiście, po firmie spodziewamy się sporo, ja osobiście przynajmniej uczty dla oczu oraz uszu. Odrobiną niepokoju napełnia mnie jedno – według wiadomości prasowych projekt ma być też „nowym sposobem” opowiadania historii umieszczonych w światach fantasy, to jest rozwijać je poprzez wszystkie części jednocześnie. Brzmi to ciekawie i rzeczywiście ambitnie (zakładając oczywiście, że nie chodzi o to, co znamy już z Final Fantasy…), miejmy tylko nadzieję, że nie uczyni oglądania anime niemożliwym bez znajomości całej reszty franczyzy, bo byłoby pewnie szkoda. Ale w sumie nie wierzę w takie zagrożenie i czekam z zainteresowaniem na nowy świat od Square Enix.

(u)



Dies Irae (ACGT)
Adaptacja visual novel / Premiera: 7.10.2017

W roku 1936 podczas upadku Berlina grupa nazistowskich magów nazywająca się Longinus Dreizehn Orden odprawiła mroczny rytuał, który sprawił, że zniknęli z powierzchni Ziemi. Teraz powracają, a wraz z nimi groźba apokalipsy. Przeciwstawić się im może tylko japoński nastolatek Ren Fujii, który zdobywa dostęp do mocy podobnych do tych w posiadaniu szalonych nazistów. Czy to brzmi jak wstęp do fabuły erotycznej visual novel? Dla mnie niezbyt, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że hitlerowskie mundurki świetnie leżą na młodych cycatych panienkach, co zdaje się było główną motywacją twórców. Serial jest oczywiście adaptacją gry, przy czym o ile oryginał był dozwolony od lat osiemnastu, anime zostanie stosownie wykastrowane, czyniąc całe przedsięwzięcie kompletnie pozbawionym sensu.

Ze zbieraniny ludzi, którzy mają to zrobić, najlepsze wrażenie robią ci, dla których to pierwsze kroki w zawodzie, bo reszta absolutnie nic w nim nie osiągnęła. Zwiastun stara się ukryć wszechobecną brzydotę i słabość, ale takie zadanie nie udałoby się nawet bardziej utalentowanym ludziom. Tak więc szanse, że da się to oglądać, są mikroskopijne, jedyne, czym mogę zaskoczyć, to że może i szkoda, ponieważ gra, mimo oceanu kiczu, znana jest również ze swojej zaskakująco złożonej fabuły. Jest też dostępna po angielsku, ba, spora jej część jest darmowa, więc, jak w przypadku większości tego typu seriali, sugeruję, że jeśli ktoś poczuł się zainteresowany tematem, to lepiej sięgnąć po oryginał.

(t)



Dynamic Chord (Studio Pierrot)
Adaptacja gry otome / Premiera: 6.10.2017

Nie chce mi się liczyć, która to już odsłona „śpiewających chłopców” – podobnie jak wiele poprzednich, anime jest częścią większego projektu i powstaje na podstawie visual novel. Niestety nic nie wskazuje na to, że seria będzie czymś więcej niż galerią bishounenów, ale i takie produkcje są potrzebne. Poza tym, bądźmy szczerzy, czy ktokolwiek spodziewa się po niej czegoś więcej? Dynamic Chord to nazwa agencji, skupiającej kilka zespołów rockowych i to właśnie o ich artystycznym oraz prywatnym życiu ma opowiadać produkcja. Na pierwszym planie będzie znajdować się grupa muzycznych weteranów, czyli Kyohso, w której skład wchodzą czterej przystojniacy: wokalista Yorito, gitarzysta Tokiharu, basista Yuu oraz perkusista Shinomune. Oprócz nich w anime pojawią się jeszcze inne rockowe grupy, a mianowicie rêve parfait, apple­‑polisher i Liar­‑S. Żeby nie było zbyt nudno, każdy z zespołów gra trochę inną odmianę rocka i naturalnie wyróżnia się czymś spośród konkurencji.

No cóż, jak już wspomniałam, nie spodziewam się cudów i sądzę, że anime zostanie utrzymane raczej w konwencji „idolkowej” niż musicalowej. Na pewno największy wpływ na odbiór będą miały postaci i ich popisy wokalne. Czy ktoś poza fankami/fanami gry będzie w stanie spamiętać imiona tych wszystkich gwiazd, to już inna sprawa – od siebie polecam wypróbowaną strategię posługiwania się kolorem włosów i jedną charakterystyczną cechą, działa! Anime wyreżyseruje Shigenori Kageyama, który wraz z Kyouko Katsuyą napisze także scenariusz i zajmie się kompozycją serii. Stronę muzyczną produkcji powierzono Yasunariemu Hondzie.

(mm)



Garo -Vanishing Line- (Mappa)
Seria oryginalna / Premiera: 6.10.2017

Studio Mappa znów postanowiło trzymać karty przy orderach, przez jakiś czas zwlekając z ujawnieniem informacji, że nowa produkcja będzie należeć do uniwersum Garo. Czy to jakoś wpływa na wynik standardowego przy seriach oryginalnych wróżenia z fusów? Jako że pierwsza odsłona była całkiem dobra, druga wręcz przeciwnie, a trzecia znów ma inną ekipę, powiedziałabym, że nie. Tyle że mamy pewność co do ponadprzeciętnej zawartości efektów specjalnych na klatkę, czyli konkretnie CGI mniej lub bardziej umiejętnie upchanego w złotą wilczą zbroję. No, może jeszcze trochę pójdzie w pościgi samochodowe, bo fabuła ma się toczyć współcześnie (albo w nieodległej przyszłości, licho wie). A obejmuje ona, co następuje:

W mieście Russell City mięśniak imieniem Sword wpada na trop spisku skierowanego przeciwko panującemu, całkiem zadowalającemu dla większości mieszkańców status quo. Jedyną wskazówką są słowa „El Dorado”, co prowadzi bohatera do spotkania z Sophie, poszukującą starszego brata, który pożegnał ją tymiż słowy. A że Sword sam niegdyś stracił młodszą siostrę, postanawia pomóc Sophie. Wsparcie zapewni jego małomówny partner Rook, którego z równowagi potrafi wyprowadzić jedynie Sword. W dalszych rolach gadające pierścienie, rycerze, królowe, piękne i niebezpieczne kobiety oraz czerwonookie horrory, czyli… Garo po raz trzeci.

We wspomnianym wróżeniu nie pomagają debiutujący w tej roli reżyser (Seong Ho Park) oraz niemogąca się pochwalić niczym wybitnym scenarzystka. Natomiast spodziewam się interesującego tła muzycznego, za które znów odpowiada Monaca i JAM Project. A, mamy też paru znakomitych seiyuu, m.in. w roli głównej Tomokazu Seki, ponownie pojawi się też Romi Park. Pozostając więc ostrożną optymistką, zamierzam serii dać szansę, ale nie nastawiać się na nic szczególnego. A nuż się zostanę przyjemnie zaskoczona?

(u)



Himouto! Umaru­‑chan R (Doga Kobo)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Najwidoczniej opowiastka o ciężkiej niedoli niejakiego Taiheia Domy, którego młodsza siostra Umaru z łatwością ląduje w kategori najbardziej irytujących dziewcząt w anime, sprzedała się na tyle dobrze, że postanowiono nakręcić ciąg dalszy „scenek z życia” rodzeństwa i ich przyjaciół. Pokrótce przypomnę, że Umaru z pozoru jest śliczną, inteligentną, dobrze wychowaną i świetnie się uczącą panienką, która z jakichś powodów mieszka ze swoim bratem Taiheiem. Brat jest dorosły, pracuje i zdecydowanie nie zamierza pchać się z łapami do młodszej siostrzyczki (bo to nie tego typu seria), tym bardziej, że po zamknięciu drzwi przed światem zewnętrznym (czytaj, po dotarciu do domu) kochana siostrzyczka zamienia się w leniwe, rozwydrzone, egoistyczne stworzenie, któremu w głowie tylko anime, gry, spanie i żądanie od brata, żeby ją karmił. Tudzież generalnie utrudnianie mu życia i bezlitosne wykorzystywanie na każdym kroku.

Nie zmienił się skład odpowiedzialny za powstanie drugiej serii. Reżyserem ponownie został Masahiko Oota, za scenariusz znów odpowiada Takashi Aoshima, a za projekt postaci Aya Takano. Powracają także seiyuu, m.in. Kenji Noijima jako Taihei i Aimi Tanaka jako Umaru, będąca też wykonawczynią piosenki tytułowej Nimensei ☆ Uraomote Life!

(i)



Hoozuki no Reitetsu [2017] (Studio Deen)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Piewszy sezon anime opowiadającego o biurokratycznym piekle w… Piekle był produkcją specyficzną, jako że mamy do czynienia z japońskim piekłem, dla większości zachodnich widzów miejscem (czy raczej konceptem) obcym i totalnie niezrozumiałym, podobnie zresztą jak japońska administracja czy korporacje. Takie też wrażenie pozostało po seansie, bo nie jest to produkcja edukacyjna, tylko skierowana do odbiorców znających odpowiednie mity i wierzenia – oraz skojarzenia, czyli z naszego punktu widzenia mocno hermetyczna. Niemniej znajdowałam pewną przyjemność w oglądaniu, wynikającą właśnie z zainteresowania czymś tak bardzo odmiennym. Bywało nawet, że czułam się rozbawiona, gdyż w zasadzie jest to parodystyczna komedia, tyle że z uwagi na ową hermetyczność mało dla nas zabawna. Stąd podejrzewam, że po drugi sezon sięgną tylko nieliczne osoby, które wytrwały przy pierwszym; z drugiej strony, nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć zapoznawanie się z Hoozukim i resztą piekielnej bandy od tej kontynuacji – seria miała epizodyczną konstrukcję, pozbawioną wątku głównego.

Nie sądzę też, by coś się w tej formule zmieniło, mimo sporych zmian w ekipie produkcyjnej – ten sam jest przecież materiał wyjściowy i ta sama scenarzystka. Reżyseruje natomiast Kazuhiro Yoneda, a całą produkcję przejmuje Studio DEEN, odpowiedzialne wcześniej za ostatnią, czwartą OAD. Może więc oczekiwać ciut lepszego wykonania technicznego? Poza tym należy się spodziewać powtórki z (wątpliwej) rozrywki, czyli piekielnych scenek rodzajowych z udziałem głównego zarządcy piekielnego interesu, zimnokrwistego sadysty Hoozukiego, ciapowatego teoretycznego króla Enmy, playboya Hakutaku, mitycznego Momotaro, psa Shiro itd., itd. – a także dwóch nowych bohaterów. Do sprawdzenia, jak to wygląda, wystarczy pewnie jeden, góra dwa odcinki.

(u)



Houseki no Kuni (Orange)
Adaptacja mangi / Premiera: 7.10.2017

Houseki no Kuni, czyli „Kraj kryształów” to tytuł, który – wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu – należy odczytywać dosłownie. Główni bohaterowie to literalnie kryształy, które bronią swojego państwa przed najazdem przybyszów z Księżyca, stylizowanych na buddyjską księżycową arystokrację z legendy Opowieść o zbieraczu bambusa. Kryształowi bohaterowie przypominają ludzi, ale są bezpłciowi, co znajduje odbicie w androgynicznych projektach postaci. Mieszkają w samotnym budynku na środku porośniętej trawą równiny, a z nieba na chmurach atakują ich ufoki wyglądające jak buddyjscy mnisi z ektoplazmy. Podczas walk oczywiście nie krwawią, tylko stosownie pękają, odpadają też od nich większe lub mniejsze fragmenty, w tym całe części ciała. Czego jak czego, ale oryginalności temu serialowi odmówić nie sposób. To adaptacja mangi, w której wszystko jest dziwne. Gdyby podjąć się mało konstruktywnej misji jej skategoryzowania, to jest to z grubsza seinen łączący akcję z okruchami życia. Bardzo z grubsza.

Warstwa graficzna jest stosowna, to znaczy równie dziwna. Serial będzie wykonany w całości komputerowo. Widać po niej, że nie ma dużego budżetu, ale akurat w przypadku tego tytułu pewien poziom nienaturalności i uproszczenia można zaakceptować, bo wpisuje się w nietypowy styl. Dobrze wróży też obecność zacnego scenarzysty Toshiyi Oono. Nie odważę się zdecydowanie zawyrokować, czy coś z tego będzie, ale nawet jeśli wyjdzie z tego porażka, to będzie to ciekawa porażka.

(t)



THE iDOLM@STER SideM (A­‑1 Pictures)
Adaptacja gry / Premiera: 7.10.2017

Zapewne większości osób śledzących sezonowe anime (o innych przejawach japońskiej popkultury nie wspominając) zdążył się rzucić w oczy tytuł THE iDOLM@STER – cykl gier polegających na prowadzeniu do sławy i sukcesów grupki początkujących idolek. Kilka wcześniejszych adaptacji wydawało się jasno wskazywać, że jest to marka przeznaczona raczej dla panów, jak się jednak okazuje, powstały w jej ramach także gry pozwalające na tresowanie… przepraszam, trenowanie… idolów i pierwsza z nich, wydana w 2014 roku, doczekała się właśnie ekranizacji.

Ekranizacją (nie po raz pierwszy w przypadku tego cyklu) zajmie się studio A­‑1 Pictures, natomiast na liście twórców i seiyuu brak jest czegokolwiek wartego wzmianki. Można bez większego trudu pokusić się o w miarę dokładną prognozę: seria będzie przeładowana postaciami, ugrzeczniona i mdła, skierowana wyłącznie do fanek gry, które ucieszy możliwość obejrzenia ulubionych bohaterów na małym ekranie. Cała reszta świata zareaguje zapewne podobnie jak ja, gdy się dowiedziałam, że „idolmasterki” mają także samczyków: chwalić wszystkich bogów chaosu, że idolki muszą być czyste. Przynajmniej się toto nie rozmnoży.

(a)



Imouto sae Ireba Ii (Silver Link)
Adaptacja light novel / Premiera: 8.10.2017

Kolejne anime o cierpieniach młodego Wertera… przepraszam, młodego pisarza powieści o siostrzanej miłości, próbującego stworzyć idealne wyobrażenie młodszej siostry (tu w zapowiedziach niestety nie sprecyzowano, czy wziął do ręki dłuto i zaczął rzeźbić, czy też zgarnął z ulicy jakieś nieszczęsne dziewczątko, by ukształtować je według swoich wyobrażeń). Itsuki, bo tak się nazywa bohater, nie jest osamotniony w swych staraniach – duchowo wspierają go bowiem przyjaciele i współpracownicy, a także Chihiro – uroczy młodszy przybrany brat, skrywający pewną tajemnicę.

Imouto sae Ireba li jest adaptacją serii light novel autorstwa Yomi Hirasaki (Haganai), ilustrowanej przez Kantoku (Hentai Ouji to Warawanai Neko). Za reżyserię odpowiadać będą Shin Oonuma (Baka to Test to Shoukanjuu, Fate/Kaleid Liner Prisma Illya) i Jin Tamamura, natomiast nad scenariuszem i całością czuwać będzie Yomi Hirasaka. W głównych rolach usłyszymy Nozomi Yamamoto (Chihiro) oraz Yuusuke Kobayashiego (Itsuki). Prawdę mówiąc, nie mam wielkich oczekiwań co do tej serii – na pewno celuje w dosyć specyficzny typ odbiorców, lubiących historie zawierające podteksty kazirodcze. Z drugiej jednak strony istnieje szansa, że obsesja bohatera będzie jedynie tłem dla przedstawienia zmagań młodego pisarza z materią… Chwila, kogo ja tu oszukuje…

(i)



Infini­‑T Force (Tatsunoko Production)
Seria oryginalna / Premiera: 4.10.2017

Emi Kaido uczęszcza do szkoły dla dziewcząt, jednak prowadzi raczej samotnicze życie. Często jednak jeździ na motorze, najwyraźniej szukając dreszczyku emocji, a może nawet śmierci. Pewnego dnia okazuje się, że jej życzenie może się szybko spełnić, gdy przypadkiem zostaje uwikłana w starcie bohaterów z siłami zła. Wtedy wychodzi na jaw, że Emi jest w stanie pomóc bohaterom za pomocą własnej broni – przerośniętego ołówka, który materializuje wszystko, co się nim narysuje.

Projekt Infini­‑T Force powstał dla uczczenia 55. rocznicy Tatsunoko Productions i zawiera postacie z czterech anime tego studia: Uchuu no Kishi Tekkaman, Casshern, Gatchaman i Hurricane Polymer. W rolach głównych usłyszymy Ai Kayano (Emi), Ken'ichiego Suzumurę (Polymer), Soumę Saitou (Casshern), Takahiro Sakuraia (Tekkaman) i Tomokazu Sekiego (Gatchaman G­‑01). Produkcja zapowiada się na łakomy kąsek dla wielbicieli sentai, a z pokazu premierowego, który się odbył na tegorocznym Anime Expo dochodzą głosy chwalące wyjątkowo dynamiczne walki. Pojawia się tylko jedno zastrzeżenie – animacja w technice 3DCG jest świetna do przedstawiania walk oraz transformacji (co widać na zwiastunach), lecz niezbyt się sprawdza w scenach „z życia”. Mam tylko nadzieję, że Tatsunoko na swojej decyzji się nie przejedzie – ja mimo wszystko czekam na Infini­‑T Force z niecierpliwością.

(i)



Inuyashiki (Mappa)
Adaptacja mangi / Premiera: 13.10.2017

Oho ho, na ten serial wielu pewnie czeka. To adaptacja najnowszej mangi Hiroyi Oku, znanego jako twórca GANTZ. Inuyashiki moim zdaniem jest nawet lepsze, więc seria zapowiada się dobrze, choć na pewno nie będzie dla każdego. Główny bohater, tytułowy Inuyashiki, ma pięćdziesiąt osiem lat, wygląda na więcej, a po pierwszym odcinku jego powierzchowność jeszcze mniej odpowiada wnętrzu, ponieważ zostaje przypadkowo zabity podczas lądowania kosmitów i zrekonstruowany przez nich jako cyborg. Niegdyś skromny obywatel, teraz maszyna do zabijania – życie nie szczędzi mu wyzwań, pytanie, czy jest w stanie im sprostać. Cóż, Hiroya Oku nie jest znany ze swojej optymistycznej wizji człowieka i społeczeństwa, więc koncepcja tutaj zaprezentowana będzie jak najdalsza od prostej i budującej przemiany w superbohatera.

Ekipa produkcyjna też się zebrała całkiem, całkiem, część to ludzie od wcześniejszych adaptacji mang Oku, reszta to nieco przypadkowa zbieranina, ale ogółem mają całkiem zacny dorobek. Studio Mappa kiedy chce, to potrafi, patrz choćby niedawne Yuuri!!! on Ice. Seriali dla dorosłych nigdy nie za wiele, podstawowe pytanie jest takie, czy uda się przenieść całość mangi, której jest dziewięć tomów. Jeśli będzie to tylko trzynaście odcinków, to można się zastanowić, czy warto obejrzeć połowę fabuły bez gwarancji dobrnięcia do zakończenia.

(t)



Just Because! (Pine Jam)
Seria oryginalna / Premiera: 5.10.2017

Końcówka liceum to czas, kiedy każdy (japoński) uczeń myśli już tylko o planach na przyszłość i stara się trzymać z dala od tego, co mogłoby na nie negatywnie wpłynąć, w tym zawirowań uczuciowych. Tak jest też w przypadku Mio i Hazuki, planujących pójście do koledżu, co wymaga pilnej nauki; wybierającego się do pracy Haruty, który chce tylko zaliczyć ostatni home run na szkolnym boisku; zainteresowanej fotografowaniem Eny. Ich ścieżki i emocje zetkną się jednak za sprawą Eity, chłopaka, który w gimnazjum był kolegą Mio i Haruty, przeprowadził się cztery lata temu, a teraz wrócił. I wszystko się zmieni…

Pewnie bardzo nie przestrzelę, obstawiając serię łączącą szkolny romans i okruchy życia, tudzież szkolne życie z okruchami romansu, co mogłoby sugerować nazwisko scenarzysty. Chyba że coś tu wniesie debiutujący jako reżyser Atsushi Kobayashi, który szlify do tej roli zdobywał głównie przy Girls und Panzer, Tanaka­‑kun wa Itsumo Kedaruge i Prison School, a poza tym obracał się raczej przy seriach akcji, co łącznie przekracza moje zdolności wróżbiarskie. W każdym razie trailer sugeruje, że po spokojnym wstępie doczekamy się jakichś żywszych emocji, ale wiadomo, jak to z trailerami bywa. Sugeruje też ładną oprawę graficzną (pomijając wyraźnie skrzywdzonego na urodzie protagonistę), ale jak wyżej. Studio Pine Jam wciąż stawia pierwsze kroki w biznesie, więc powinno się starać, ale niekoniecznie musi mu wychodzić. Amatorzy gatunku na pewno zechcą się przekonać.

(u)



Juuni Taisen (Graphinica)
Adaptacja mangi / Premiera: 3.10.2017

Co dwanaście lat odbywa się turniej, w którym pod postacią wojowników toczą pojedynki chińskie znaki zodiaku. Aby wygrać, należy zabić przeciwnika, a ten, kto pokona wszystkich jedenastu rywali, otrzyma nagrodę – jego jedno życzenie zostanie spełnione. Zarówno opisy, jak i zapowiedź wskazują, że będzie bardzo efektownie i krwawo. Wygląd uczestników, ich umiejętności i sposób uśmiercania rywali są ściśle powiązane ze znakiem, który reprezentują. Nie znam oryginału, więc trudno mi powiedzieć czy seria oprócz brutalnych walk będzie miała do zaoferowania w warstwie fabularnej coś więcej, ale i tak z ciekawości zerknę na kilka pierwszych odcinków. Anime to ekranizacja kolejnej light novel, tym razem autorstwa Ishina Nishio i Hikaru Nakamury, co pozwala spodziewać się czegoś przynajmniej intrygującego.

Na razie uwagę przykuwa ładna grafika (chociaż projekty postaci to już wybitnie rzecz gustu i na przykład mnie nie przekonują) oraz dynamiczna animacja scen walki. Oczywiście może być i tak, że studio Graphinica wydało większość funduszy na trailer i starczy im co najwyżej na pierwszy odcinek, ale bądźmy dobrej myśli. Optymistycznie nastraja także lista twórców, pełna osób doświadczonych i znających się na swojej pracy. Reżyserią zajmie się Naoto Hosoda, a scenariuszem Sadayuki Murai. Myślę, że w tym przypadku jest na co czekać.

(mm)



Kekkai Sensen & Beyond (Bones)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Do Kekkai Sensen mam ambiwalentny stosunek, bo uznaję mangę Nightowa za wyraźny krok w tył w stosnku do jej poprzedniczki, czyli Triguna. Adaptacja jednak była nie najgorsza, studio BONES zwykle wie, co robi. Szczególnie pod względem technicznym: animacja, styl – pod tym względem poprzedni sezon był cacuszkiem, a jako że ekipa produkcyjna niemal się nie zmieniła, chętnie pooglądam najnowszy choćby dla obrazków.

Zwiastun udowadnia też, że muzyka ponownie będzie świetna – słuchanie jazzu i swobodnych starych kawałków to czysta przyjemność, szczególnie po serii za serią pełnych sztampowych orkiestr à la Hollywood. Pasuje to świetnie do klimatu Nowego Jorku z lat osiemdziesiątych pełnego gości z kosmosu. Fabuła raczej nie będzie centralnym punktem programu, można się spodziewać, że tak jak wcześniej będzie to przede wszystkim zbieranina nieuporządkowanych przygód, w trakcie których Leonard Watch będzie się bardzo starał pozostać przy życiu, a w miarę możliwości również wspomóc działania organizacji Libra, starającej się zachować w mieście minimalną dozę porządku. Ta seria to kontynuacja tego rodzaju, że z dużą dozą pewności można się spodziewać dokładnie tego samego co wcześniej, choć nie śledząc mangi liczę nieśmiało na większe rozbudowanie fabuły.

(t)



Kino no Tabi: The Beautiful World – Animated Series (Lerche)
Adaptacja light novel / Premiera: 6.10.2017

Nie wszyscy muszą się orientować, ale Kino no Tabi już gościło na ekranie, nawet pod niemal tym samym tytułem, tylko bez śmiesznego dopisku Animated Series. Była to ekranizacja doskonała, chociaż daleka od wyczerpania tematu, bo materiału z książek Keiichiego Sigsawy jest na kilka sezonów, o ile nie kilkanaście. Tytułowa Kino podróżuje po świecie na mówiącym motocyklu o imieniu Hermes; w każdym mieście spędza tylko trzy dni, starając poznać panujące w nim zwyczaje i kulturę. Postrzega się jako obserwatora, ale będąc osobą a zewnątrz, z reguły natychmiast zostaje wplątana w miejscowe sprawy. I tak akcja toczy się od opowieści do opowieści, w których zwykle poruszane są ciekawe wątki filozoficzne, moralne i polityczne. To w zasadzie seria eksperymentów myślowych, tworzonych na zasadzie „jak wyglądałoby miejsce, gdzie…", całkiem przy tym udanych.

To, co sprawdza się na papierze, nie zawsze jednak łatwo przenieść na ekran – w tym przypadku oddanie melancholijnego i spokojnego klimatu light novel bez popadania w nudę może być sporym wyzwaniem. Studio Lerche do najbardziej znanych nie należy, ale ostatnio wybili się na Ansatsu Kyoushitsu co zaowocowało przydzieleniem im tego ambitnego i ciekawego materiału. Anime poruszających trudne tematy jak dla mnie nigdy dość, więc szczerze polecam dać tej produkcji szansę.

(t)



Konohana Kitan (Lerche)
Adaptacja mangi / Premiera: 4.10.2017

Jesienny sezon powinni docenić fani shoujo­‑ai i słodkich uszatych dziewuszek. Proszę nie traktować tego stwierdzenia jako złośliwości, ponieważ Konohana Kitan zapowiada się ciepło i sympatycznie, a przynajmniej takie wrażenie sprawia trailer. Anime jest ekranizacją mangi Sakuyi Amano i opowiada o perypetiach wychowanej w górach lisiczki Yuzu, która rozpoczyna pracę w eleganckiej gospodzie. Niezdarna, ale urocza dziewczyna szybko zaprzyjaźnia się z pozostałymi demonicznymi pracownicami.

Zawsze podkreślam, że dobrze podana historia z youkai w rolach głównych, to fabularny samograj i magnes na fanów. Chociaż omijam szerokim łukiem wszelkie shoujo­‑ai, tym razem chyba się skuszę, zachęcona słodkością wylewającą się z każdego kadru i oczywiście nadnaturalną tematyką. Tym bardziej, że zapowiedź sugeruje raczej okruchy życia niż głupiutką komedię. Naturalnie jest to tylko wróżenie z fusów, ale na razie nie widzę nic, co zapalałoby w mojej głowie czerwoną lampkę. Inna sprawa, że nie liczę na nic więcej, niż zgrabnie podane schematy i stadko niezbyt rozgarniętych, ale dających się lubić lisiczek. Oprócz standardowego zestawu bohaterek uwagę zwraca bardzo ładna oprawa graficzna – projekty postaci są wyjątkowo udane, a i na tłach można zawiesić oko. Tym bardziej mam nadzieję, że studiu Lerche wystarczy pieniędzy na całą serię i jakość nie spadnie nagle z odcinka na odcinek. Odrobinę niepokoju wzbudza we mnie osoba reżysera – Hideki Okamoto ma już trochę anime na koncie, ale większość z nich jest najwyżej przeciętna. Oby opisywana seria nie dołączyła do tego grona.

(mm)



Kujira no Kora wa Sajou ni Utau (J.C.Staff)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Adaptacja mangi Abi Umedy, opowiadającej o czternastoletnim Chakuro, który jest archiwistą na gigantycznym statku­‑wyspie, unoszącym się nad morzem piasku opustoszałego świata. Dziewięciu na dziesięciu jego mieszkańców jest obdarzonych bądź też przeklętych umiejętnością używania specjalnej mocy. Przeklętych, ponieważ jej posiadanie jest równoznaczne z dosyć szybkim zejściem z tego świata. Bohater wraz z przyjaciółmi od czasu do czasu napotyka inne statko­‑wyspy, ale niestety są one niezamieszkane, zrujnowane i generalnie sprawiają wrażenie przygnębiające. Pewnego jednak dnia na jednym z nich znajduje tajemniczą dziewczynę z rozbitego statku, która zmieni jego przeznaczenie.

Reżyserię serii powierzono Kyouheiowi Ishiguro, za scenariusz odpowiadać będzie Michiko Yokote, natomiast za wygląd postaci Haruko Iizuka. W rolach głównych usłyszymy Natsukiego Hanae i Manakę Inami (Rikosu). Serii o zniszczonych światach było już kilka, było też kilka emanujących tą samą aurą beznadziejności i melancholii, jak zapowiedzi tego anime. Zwykle bohaterowie wbrew swojej woli trafiali w środek w rozgrywki między siłami rządzącymi danym światem. Nie inaczej wygląda to w tym przypadku – ze zwiastunów wynika, że o ile przebywanie na wyspie jest w miarę bezpieczne, to znalezienie rozbitka – czyli dziewczyny – sprowadzi na bohaterów śmiertelne niebezpieczeństwo. Niestety, w momencie pisania zapowiedzi jest to loteria – nieliczne informacje i obejrzane zwiastuny mogą wprawdzie dać jakąś namiastkę wglądu w fabułę, jednak na właściwą ocenę przyjdzie nam poczekać do premiery.

(i)



Love Live! Sunshine!! [2017] (Sunrise)
Seria oryginalna / Premiera: 7.10.2017

Aqours (wciąż nie mogę zrozumieć, skąd oni wzięli tę nazwę) jeszcze nie udało się uratować liceum Uranohoshi przed zamknięciem. Wydawać by się mogło, że zdobyta przez nie do tej pory popularność skłoni tę czy ową (bo w serii pojawia się wyłącznie płeć piękna) do zapisania się do rzeczonej szkoły. Nic bardziej mylnego! Dziewczyny pną się w rankingu, ale tłumów na liście przyjętych nie widać. Cóż, przynajmniej udało im się zakwalifikować w turnieju Love Live do zawodów regionalnych, na których dają bardzo specyficzne show. Czyli w sumie to, co zawsze.

Poprzedni sezon Love Live! Sunshine!! pozostawił we mnie spory niesmak, udowodnił bowiem, że nie trzeba się zbytnio starać, by zdobyć popularność. Anime było niemal kalką pierwszej serii z tej franczyzy, z o wiele płytszymi postaciami i gorszym tłem fabularnym, a jednak odniosło sukces. Teraz czeka nas ciąg dalszy, w którym naszej słodkiej grupce uda się wygrać cały konkurs. Bo tak. Nie widzę dla tej serii nadziei, lecz jeśli kogoś pierwsza część nie odrzuciła, powinien tutaj znaleźć porcję cukru dla siebie. Wyżyny idolkowych serii to to nie są, ale nie sądzę, by całość spadła poniżej średniej i to nawet pomimo tego, że szczegóły produkcji na razie nie są znane. Ot, to po prostu anime z rodzaju tych, przy których nawet bez specjalnego kombinowania widownia znajdzie się sama.

(k)



Mahou Tsukai no Yome (Wit Studio)
Adaptacja mangi / Premiera: 8.10.2017

Świat magii jest na wyciągnięcie ręki, większość ludzi jednak go nie zauważa, a nie wszystkich mających z nim kontakt można nazwać szczęśliwcami. Bez wątpienia potwierdzi to nastoletnia Chise Hatori, której „dar” zamienił dzieciństwo w koszmar. Nic dziwnego więc, że apatyczna dziewczyna przystaje na propozycję tajemniczego mężczyzny, aby zgodziła się, żeby wystawić ją na magicznej aukcji. Być może w ten sposób Chise znajdzie kogoś, kto ją zechce… Nabywcą tego niezwykłego towaru okazuje się potężny czarnoksiężnik, który postanawia zrobić z dziewczyny swoją uczennicę i… przyszłą żonę.

Powyższy opis może nie brzmi zachęcająco, ale podejrzewam, że zdecydowana większość osób, które miały do czynienia z wydawaną również w Polsce mangą, nie może się tego anime doczekać, bo Oblubienica czarnoksiężnika to opowieść pozornie spokojna, ale bardzo ciekawa i wciągająca. Pierwowzór nie jest jeszcze zakończony i trudno powiedzieć, jak bardzo zamkniętą historię otrzymamy, ale serial zapowiedziano na dwa sezony, co daje nadzieje na porządną ekranizację, a nie wybrakowaną reklamówkę. Warto również dodać, że pierwsze zwiastuny były ucztą dla oka i ucha, podobnie zresztą jak będąca prologiem trzyodcinkowa seria OAV, więc jest spora szansa na techniczne fajerwerki. Co prawda odpowiedzialny za reżyserię i scenariusz Norihiro Naganuma oraz reszta ekipy nie mają zbyt wielkiego doświadczenia, ale Hoshi Matsu Hito było na tyle dobre, że chyba możemy być spokojni. Czas pokaże, ale zdecydowanie trzymam kciuki.

(e)



Net­‑juu no Susume (Signal MD)
Adaptacja mangi / Premiera: 10.10.2017

Moriko Morioka rzuca pracę w firmie i, zirytowana szarą i niezbyt przyjemną rzeczywistością, zaczyna poszukiwać nowego celu w życiu. Poszukiwanie kończy się na wejściu w świat gier internetowych, gdzie rozpoczyna nowy rozdział jako przystojny rycerz Hayashi. A że jest początkującym graczem, pomoc oferuje jej inny gracz, urocza Lily. Tymczasem w świecie realnym zaczyna się wokół niej kręcić przystojny niebieskooki blondyn.

Dorosła kobieta uzależniona od gier internetowych, ratujący ją z uzależnienia tajemniczy rycerz na białym koniu, udawanie w wirtualu kogoś, kim się nie jest, zbiegi okoliczności, pomyłki, być może jakaś nawet komedia romantyczna z tego będzie. Mam tylko nadzieję, że nikt nie doszedł do wniosku, że po „uratowaniu” bohaterka powinna wrócić do dawnego życia – a niestety, zważywszy na podejście Japończyków do znajdowania drugiej połówki i miejsca w społeczeństwie, możemy taki wniosek dostać.

Seria oparta jest na mandze autorstwa Rin Kokuyo, obecnie zawieszonej ze względu na stan zdrowia autorki, dlatego raczej nie przewiduje jakiejkolwiek konkluzji w czekającej nas ekranizacji. Reżyserię powierzono niezbyt doświadczonemu w tej materii Kazuyoshiemu Yaginumie, nad scenariuszem będzie czuwać natomiast bardziej biegły w fachu Kazuyuki Fudeyasu (Ben=Tou, Gochuumon wa Usagi Desuka?). W rolach głównych usłyszymy Mamiko Noto jako Moriko i Takahiro Sakuraia w roli tajemniczego blondyna. Co samo w sobie jest chyba zachętą, żeby chociaż zerknąć na pierwsze odcinki.

(i)



Osomatsu­‑san [2017] (Studio Pierrot)
Adaptacja mangi / Premiera: 3.10.2017

Mogę chyba bez przesady podsumować, że poprzedni sezon Osomatsu­‑san szturmem podbił świat anime. Serial, który miał być hołdem dla twórcy oryginalnych pasków Osomatsu­‑kun i legendy japońskiego komiksu komediowego, Fujio Akatsukiego, okazał się wielkim komercyjnym sukcesem, a przy okazji po prostu doskonałą serią – śmieszną, pomysłową, a czasami nawet wrażliwą i mądrą. Ekipa produkcyjna pozostaje ta sama, więc liczę, że nazbierało się u nich dosyć pomysłów na nowy sezon. Najwięcej w tej kwestii zależy od scenarzysty, Shuu Matsubary, który wcześniej wprawiał się na Gintamie°, podobnie zresztą jak reżyser, Youichi Fujita. Muza bywa kapryśna, szczególnie ta niezbędna do pisania komedii, ale nie wątpię, że będzie przynajmniej co oglądać. Studio Pierrot traktuje ten tytuł jako okazję, żeby się wyżyć z najdziwniejszymi pomysłami na animację, a mają tam tylu utalentowanych ludzi, że będą się musieli bić o dostęp do ekranu. Gorąco polecałem wcześniejsze przygody sześcioraczków Matsuno, gorąco polecam i te. Fabuła jest epizodyczna, więc nieobeznani z serią spokojnie mogą zacząć od drugiego sezonu.

(t)



Ousama Game: The Animation (Seven)
Adaptacja powieści na komórki / Premiera: 5.10.2017

Pewnego dnia cała klasa otrzymuje SMS od kogoś używającego pseudonimu „Król”, w której żąda on, by wszyscy wypełniali jego polecenia. Karą za nieposłuszeństwo lub nieprzestrzeganie zasad okrutnej gry jest nawet śmierć. Większość uczniów traktuje wiadomość jako żart, ale Nobuaki Kanazawa, który właśnie przeniósł się z innej szkoły, wie, że wkrótce wszystkich czeka prawdziwy horror…

Pierwowzorem Ousama Game jest powieść na komórki, która odniosła w Japonii duży sukces. Doczekała się także aż czterech mangowych adaptacji (w tym wydanej u nas) i filmu fabularnego, teraz zaś przyszedł czas na anime. Cóż, nie jest to pierwsze tego typu dzieło, dlatego wiele zależy od szczegółów. Na pewno na widzów czeka mroczny klimat i sporo okrucieństwa. Bardzo efektownie prezentuje się także obsada, główne role zagrają Mamoru Miyano, Mao oraz Shinnosuke Tachibana. Nieco gorzej wygląda lista twórców – reżyser, Tokiyoshi Sasaki, ma na koncie dwie pełnoprawne produkcje i odcinek specjalny. Na dodatek nie są to dzieła najwyższych lotów. Trochę lepiej wygląda dorobek scenarzysty, czyli Kenjiego Konuty, ale też trudno mówić o rewelacji. Wrażenia przeciętności dopełnia studio Seven. No cóż, temat wydaje się na czasie, ale nie liczyłabym na solidne wykonanie.

(mm)



Robomasters: The Animated Series (Dandelion Animation Studio)
Seria oryginalna / Premiera: 13.10.2017

Pełna nadziei spojrzałam na bardzo ładny plakat promocyjny, przeczytałam zachęcający opis fabuły, mówiący, że anime traktować będzie o grupie młodych konstruktorów robotów, którzy biorą udział w turnieju tychże, a potem włączyłam zapowiedź… Nie nazwałabym tego błędem, ale chyba pierwszy raz moje nadzieje co do serii tak szybko legły w gruzach. Nie dość, że jest to koprodukcja japońsko­‑chińska, to jeszcze macza w niej łapy GONZO, czyli studio, które skutecznie i z uporem godnym lepszej sprawy potrafi schrzanić każde anime!

Już zapowiedź sugeruje sporo taniego dramatu i irytującego protagonistę – można się oczywiście łudzić, że ktoś po prostu fatalnie dobrał sceny, ale lepiej założyć czarny scenariusz i najwyżej dać się miło zaskoczyć. Tak, pastwię się trochę, bo pomysł jest naprawdę fajny, projekty postaci wyglądają przyjemnie, tła nie najgorzej, ale nie wierzę, że twórcom uda się wykorzystać cały ten potencjał. Dandelion Animation Studio ma już jakieś tam osiągnięcia, ale nawet we wspomnianej zapowiedzi widać, że efekty komputerowe wyglądają sztucznie i za bardzo odcinają się od rysunkowej reszty. Reżyser to wielka niewiadoma, Yasutaka Yamamoto ma na koncie zarówno produkcje dobre, jak i totalne gnioty. Podobnie ma się kwestia scenarzysty, Ken’ichiego Yamashity. Niestety Robomasters: The Animation zapowiada się na ambitną porażkę i to głównie ze względu na źle dobraną ekipę produkcyjną. Przy czym naprawdę chciałabym się mylić w tym przypadku i dlatego życzę studiu GONZO, żeby wreszcie odbiło się od dna.

(mm)



Sangatsu no Lion [2017] (SHAFT)
Adaptacja mangi / Premiera: 14.10.2017

Historia Reia, nastoletniego gracza w shougi, introwertyka ze skłonnościami do depresji i bardzo niełatwą sytuacją rodzinną, nie wydawała się materiałem na ekranizację robioną przez studio SHAFT. A jednak powstało anime tyleż nietypowe dla nich, co wyjątkowo udane, powoli snujące niezwykle nastrojową opowieść i (na ogół) z wyczuciem posługujące się wizualną symboliką. Jednakże dwadzieścia dwa odcinki nie wystarczyły do pomieszczenia całego materiału z mangi, dlatego pierwsza seria była tyleż udana, co zamknięta bez wyraźnej konkluzji. Pytanie, czy w przypadku kontynuacji nie stanie się tak samo, szczególnie że manga na razie nie jest jeszcze zakończona.

Drugą odsłonę Sangatsu no Lion można by podsumować krótko: „stabilny sequel”. Materiał mangowy wydaje się utrzymywać równy poziom, autorka wyraźnie wie, co robi i do czego zmierza. Studio SHAFT raczej nie miewa poważniejszych wpadek produkcyjnych (no dobrze, nie mówimy o Kizumonogatari), więc pod względem oprawy technicznej anime powinno być mniej więcej takie, jak wcześniej – czyli raczej oszczędne, ale naprawdę ładne. W ekipie twórców nie zaszły zmiany mogące nasuwać obawy, że ktoś spróbuje się pobawić w dopisywanie oryginalnych wątków i interpretacji… Jest to oczywiście seria tylko dla tych, którzy widzieli część pierwszą, ale polecam ją (po uprzednim nadgonieniu wcześniejszej) wszystkim amatorom okruchów życia.

(a)



Saredo Tsumibito wa Ryuu to Odoru: Dances with the Dragons (Seven Arcs Pictures)
Adaptacja light novel / Premiera: 6.10.2017

Seria została przesunięta na wiosnę 2018 r.

„Taniec ze smokami” brzmi prawie jak coś, co powinno zawierać dużą liczbę tych stworzeń, jednak wbrew tytułowi będzie to raczej krwawa jatka przeprowadzana przez głównych bohaterów. W ich świecie są osoby, które potrafią naginać prawa fizyki do własnych celów i wykorzystywać je w walce – tak, wywołanie czegoś, co wygląda jak wybuch jądrowy, to będzie zapewne ich sprawka. I właśnie to potrafią, mniej więcej, nasi bohaterowie – Gayus (Nobunaga Shimazaki) i Gigina (Yoshimasa Hosoya), łowcy nagród, którzy całkiem przypadkiem wpadają w środek konfliktu międzynarodowego. I w dodatku jeszcze te całe smoki atakują jakieś starożytne miasto…

Za reżyserie odpowiedzialni są Hiroshi Nishikiori i Hirokazu Hanai, natomiast scenariuszem zajmie Takayo Ikami (Mawaru Penguindrum, Yuri Kuma Arashi). Light novel autorstwa Labo Asaia zaczęła się ukazywać w 2003 roku, doczekała się także wersji mangowej, a co ważniejsze, także kilku słuchowisk. Patrząc po ilustracjach oraz projektach postaci, za które odpowiedzialny jest w ekranizacji Masaru Kitao (Death Note) odnoszę wrażenie, że tendencja tzw. clickbaita ma się świetnie – jeden pan ma okularki i powiewa płaszczem, drugi pan ma mieczyk, powiewa końskim ogonem i wygląda w zwiastunie na permanentnie zirytowanego kolegą. Zaufania nie budzi też wypowiedź jednego z twórców, iż materiał źródłowy jest poważniejszy niż zwykła light novel – w zestawieniu z ilustracjami odnoszę wrażenie, że powinniśmy oczekiwać wyjątkowo dramatycznych scen z dwójką bishounenów skupiających uwagę i oczekiwania widzów na sobie bardziej, niż dobra fabuła. Cóż, wybaczcie zgryźliwość, ale naprawdę trudno nie zauważyć pewnych tendencji i sposobów przyciągania widowni w ostatnich produkcjach zawierających męskich przystojnych bohaterów.

(i)



Sengoku Night Blood (Typhoon Graphics)
Adaptacja gry otome / Premiera: 3.10.2017

Sengoku to słowo, na które zawsze strzygę uszami, i wiem, że nie ja jedna, a inne takie słowa to wampiry i bishouneni. A tutaj są w pakiecie! Z wilkołakami co prawda… A mogłoby się wydawać, że Japończycy zrobili już wszystko, co się dało, z jednymi z najważniejszych postaci w swojej historii, takimi jak Oda Nobunaga, Toyotomi Hideyoshi, Uesugi Kenshin, Takeda Shingen, Date Masamune i Sanada Yukimura… Jednak nie w tym rzecz, że fundatorzy japońskiego państwa dorobili się kłów, puszystych ogonów i różnego rodzaju szpiczastych uszu, ale w tym, że mamy do czynienia z ekranizacją gry otome – od Otomate! Oraz że pojawi się ich na ekranie blisko trzydziestu… Za to oko moje nie wypatrzyło żadnej heroiny! Co prawda w takich seriach są one z reguły niezbędne jak dziura w moście lub piąte koło u wozu, no ale jednak występują. Tymczasem wygląda na to, że odbiorczynie (bo mniemam, że panowie ominą tę serię szerokim łukiem, a jeśli planują inaczej, odradzam) będą miały niczym niezakłóconą przyjemność podziwiania malowniczo wystrojonych wilko­‑biszów i wampo­‑biszów, malowniczo powiewających i oszczędnościowo markujących pojedynki na broń rozmaitą w walce o terytorium, honor gatunkowy i, nie daj Boże, przywilej czułego mówienia do czwartej ściany.

W obliczu wylewającej się z powyższych informacji czystej zgrozy (Otomate! Trzydziestu biszów! Otomate! Wikołaki! Otomate!) zbędne wydaje mi się omawianie osób odpowiedzialnych za tę produkcję, ale dla ścisłości: reżyseruje Katsuya Kikuchi do scenariusza Yuuko Kakihary, a do kupy składa to studio Typhoon Graphics. A, to pewnie stąd ten brak heroiny… i pewnie jednak czwarta ściana, uh. Projektanci postaci są jeszcze mniej istotni, jako że oryginały powstały w Otomate, a poza tym bisz jaki jest, każdy widzi. Na pewno będzie na czym oko zawiesić, ale żywię poważne obawy, że fabuła (?) spowoduje u co wrażliwszych rozmaite duszności, fejspalmy, łkania, tudzież histeryczny śmiech z zażenowania, a zapewne wszystko na raz.

(u)



Shokugeki no Souma: San no Sara (J.C.Staff)
Adaptacja mangi / Premiera: 4.10.2017

Dobra, to już trzeci sezon Shokugeki no Souma, wszyscy wiedzą, czego się spodziewać. Studio J.C.Staff już wcześniej udowodniło, że przynajmniej w kwestiach technicznych nie zamierza obniżać poziomu, więc można się spodziewać kolejnej uczty dla zmysłów. Z treścią może być trochę gorzej – przyznam, że ciągnący się w nieskończoność turniej solidnie mnie przynudził poprzednim razem, miejmy nadzieję, że teraz twórcy zdecydują się na szybsze tempo przedstawiania fabuły mangi.

Ile materiału uda się przerobić, to bardzo ciekawe pytanie, na które w tej chwili nie sposób odpowiedzieć, bo nie wiadomo nawet, ile będzie odcinków. Módlmy się o ponad dwadzieścia, inaczej znowu opowieść będzie się toczyła krótkimi zrywami. Co na pewno się uda, to jeszcze poszerzyć i tak zacny zasób postaci, szczególnie o członków owianej mgłą legendy Elitarnej Dziesiątki. Powinni się też zacząć przewijać bardziej wyraziści antagoniści, bo dotychczas Shokugeki no Souma zaskakująco radziło sobie bez „wielkich złych”. Jednak co do tego wątku, to nie ma najmniejszych szans na jego sensowne rozwinięcie, więc znowu pozostaniemy z urwaną fabułą, za to przynajmniej z kolejną porcją kulinarnych pomysłów.

(u)



Shoujo Shuumatsu Ryokou (White Fox)
Adaptacja mangi / Premiera: 6.10.2017

W bliżej nieokreślonej, ale wyraźnie postapokaliptycznej rzeczywistości dwie dziewczynki, Yuuri i Chito, przemierzają świat, gdzie pozostałości po wymarłej cywilizacji zapewniają im przetrwanie. Zdobycie paliwa do ich pojazdu rodem z okresu drugiej wojny światowej, czy chociażby jakiegokolwiek pożywienia, do łatwych nie należy, ale przynajmniej małe podróżniczki mają siebie nawzajem.

Będąca pierwowzorem tego anime manga autorstwa Tsukumizu nie jest pierwszą wariacją na temat słodkich dziewczynek w nieprzyjaznej rzeczywistości, ale jeśli wierzyć dostępnym w sieci informacjom, w ekranizacji znajdziemy mniej stereotypowych ciasteczek, a znacznie więcej refleksji na poważne tematy. Jak bardzo subtelnych? Tego nie jestem w stanie stwierdzić, ale jeśli twórcy nie pójdą w banał lub nie będą się starali zanudzić widza na śmierć dłużyznami, to istnieje szansa na może niezbyt efektowne, ale przynajmniej niezłe kino drogi w postapokaliptycznych dekoracjach. To pierwszy większy i samodzielny projekt reżysera, podobnie zresztą jak i scenarzysty, Kazuyukiego Fudeyasu, a zapowiedź pokazuje stosunkowo niewiele (poza niezłą, aczkolwiek nieolśniewającą oprawą graficzną), ale przynajmniej wiadomo, że będzie czego posłuchać, bo ścieżka dźwiękowa zapowiada się obiecująco.

(e)



Time Bokan: Gyakushuu no San­‑Okunin (Tatsunoko Productions)
Seria oryginalna / Premiera: 7.10.2017

Kolejna odsłona nieśmiertelnej chyba franczyzy, czyli odnowiona i ulepszona wersja W Królestwie Kalendarza. Przyznam, że próbowałam polubić pierwszą część i dostrzegałam w niej pewien potencjał. Jednak już trzy odcinki zajawek wystarczyły, by obrzydzić mi to anime z powodu nieludzkiej wręcz powtarzalności umiarkowanie zabawnych gagów. Sądząc po tytule (w wolnym tłumaczeniu: „Zła Trójca kontratakuje”), ta odsłona będzie się koncentrować w większym stopniu na klasycznym dla tego cyklu trio, złożonym z pięknej i złej damy oraz jej dwóch pomagierów. Aby pokonać protagonistów, starają się oni pozbierać fragmenty tajemniczego „skarbu”, znajdujące się w posiadaniu różnych postaci historycznych. Oczywiście nikt nie mówi, że będzie im to szło gładko i bez problemów…

Można by tu wysnuć interesującą obserwację, że wraz z rozwojem cyklu coraz więcej uwagi poświęca się właśnie wspomnianej trójce antagonistów, którzy najwyraźniej zyskali dostatecznie dużo sympatii fanów, by uzasadnić taką zmianę perspektywy. Jednak to także już było, w tym w odsłonach bardziej ambitniejszych (nawet jeśli nieudanych), takich jak Yoru no Yatterman. Nie ulega wątpliwości, że Time Bokan 24 wracało do samej esencji cyklu – niezbyt mądrej, ale kolorowej i hałaśliwej komedii. Jeśli komuś ta konwencja odpowiada, może rzucić okiem, chociaż przypuszczam, że dla współczesnego widza będzie to strata czasu. Tym bardziej, że gdyby kogoś naprawdę dopadła tęsknota za starymi komediami w nowym wydaniu, lepszym pomysłem byłoby sięgnięcie po nową serię Osomatsu­‑san.

(a)



TsukiPro The Animation (PRA)
Seria oryginalna / Premiera: 4.10.2017

Jeżeli mało wam śpiewających idoli, oto kolejna produkcja, która zaspokoi wasze potrzeby. Koncept jest bardzo podobny do tego z Dynamic Chord oraz większości anime poruszających podobną tematykę. Tym razem agencja talentów nazywa się Tsukino Talent Production, a jej podopieczni to cztery grupy idoli: Growth, SolidS, SOARA i Quell (osoba, która wymyśla te nazwy, powinna dostać kataru…). Co tu dużo pisać, chłopcy są śliczni, mają fikuśne kostiumy i śpiewają, a my będzie śledzić ich prywatne oraz zawodowe perypetie.

Zakładam, że TsukiPro The Animation to część większego projektu i wkrótce oprócz anime pojawią się inne dodatki. W momencie, kiedy piszę tę zajawkę, zapowiedzi ograniczają się do pokazu slajdów prezentujących głównych bohaterów i ich muzyczne dokonania. Cóż, seria nie pretenduje do miana ambitnej rozrywki i w sumie wiadomo, jak mniej więcej będzie wyglądała. Tyle że wśród anime traktujących o idolach od czasu do czasu trafiają się rzeczy banalne, ale niezwykle sympatyczne, jak na przykład High School Star Musical i pozostaje mieć nadzieję, że tak właśnie będzie w tym przypadku. Na razie miło zaskoczył mnie poziom piosenek, które nie wychodzą poza lukrowany j­‑pop, ale zostały dobrze zaśpiewane i w sumie wpadają w ucho, a niczego innego nie oczekuję od tego typu widowisk.

Za pomysł odpowiadają Fujiwara i Ryouko Seki, na potrzeby telewizji przerabia go zaś Reiko Yoshida. Reżyserski fotel powierzono Keitarou Motonadze, a pomagać mu będzie Juria Matsumura. Animacją zajmie się studio PRA. Jakby nie patrzeć, twórcy należą do ludzi doświadczonych i potrafią nakręcić dobre anime, pozostaje pytanie czy historia pozwoli im rozwinąć skrzydła?

(mm)



Two Car (Silver Link)
Seria oryginalna / Premiera: 8.10.2017

Yuri Miyata i Megumi Meguro uczęszczają do szkoły dla dziewcząt Miyake, są swoimi całkowitymi przeciwieństwami i często się ze sobą niezbyt dogadują. Yuri jest odpowiedzialna, metodyczna, podchodzi do życia bardzo poważnie i ma oko do szczegółów – z tego powodu to właśnie ona kieruje motocyklem. Natomiast Megumi, która jest typem „chłopczycy”, przyjmuje życie raczej lekko, nienawidzi nauki i jest bardzo radosna – ma też świetny refleks i w zespole to ona zajmuje miejsce w bocznej przyczepie motocykla. Dlatego, gdy chodzi o wyścigi (a są to wyścigi motocykli z przyczepą, tzw. sidecar), są nadzwyczaj dobraną parą, rozumiejącą się w pół słowa. Startując w zawodach, wspólnie będą musiały stawić czoło drużynom z całej Japonii oraz własnym słabościom.

Two Car jest serią oryginalną, wyprodukowaną przez studio Silver Link z okazji dziesięciolecia istnienia. Za reżyserię odpowiedzialny jest Masafumi Tamura (Ange Vierge), scenariusz powierzono Katsuhiko Takayamie (Aldnoah.Zero), za wygląd postaci odpowiada Tiv (Idol Jihen, Masamune­‑kun no Revenge). W rolach tytułowych usłyszymy Aimi Tanakę jako Megumi oraz Ai Kogę jako Yuri. Nie wiadomo, czego się spodziewać, anime może pójść w kierunku serii sportowej, może też pójść w stronę dramatu obyczajowego. Na pewno zaś może przyciągnąć fanów wyścigów motocyklowych, a także fanów ładniutkich, podobnych jak spod sztancy dziewcząt i żeńskich szkół. Kto wie, może też jakieś yuri się wykluje…

(i)



UQ Holder! ~Mahou Sensei Negima! 2~ (J.C.Staff)
Adaptacja mangi / Premiera: 3.10.2017

Wiele osób zna ze słyszenia lub nawet oglądało serie z cyklu Negima!. Nie były to dzieła wybitne, skąd więc tak duże zainteresowanie tą kontynuacją? Osoby znające mangę w tym momencie pewnie śmieją się w kułak, ale pozostałym wyjaśniam, iż autor, Ken Akamatsu, po sukcesie Love Hina chciał narysować shounen, ale wydawca był zainteresowany kolejną serią haremową. Cóż więc zrobił biedny autor? Zacząć rysować haremówkę – aby stopniowo i po cichu zmienić ją w jeden z najlepszych „haremów bojowych” na rynku. Niestety, manga z różnych powodów została urwana po 38 tomach. Zapowiedź nowej mangi, UQ Holder wywołała poruszenie wśród fanów i liczne spekulacje. Na szczęście osoby nieznające Negimy nie powinny mieć problemów – główny bohater, Touta Konoe, jest wnukiem bohatera pierwszej serii, zaś jego towarzysze i towarzyszki to także zupełnie nowe postacie (z małymi wyjątkami… fani pewnej wampirzycy powinni być zadowoleni).

Czego należy oczekiwać w przypadku tej serii? Humoru, humoru i jeszcze raz humoru. Poza humorem zaś rozlicznych walk na wysokim poziomie, interesujących postaci i radosnej dozy haremowych problemów – jak mówiłem, te elementy zostały. Jeśli ekranizacja będzie na odpowiednim poziomie, zarówno fani wartkiej akcji i shounenowych walk, jak i amatorzy komedii romantycznych powinni być usatysfakcjonowani. Animacją serii zajmuje się studio J.C.Staff, zaś za reżyserię odpowiada Youhei Suzuki, o którym niestety wiele powiedzieć nie można – bez wątpienia ma dużą praktykę i działa w branży od dawna, jednak do tej pory był odpowiedzialny głównie za pojedyncze odcinki różnych serii. Ciekawa natomiast jest sytuacja wśród seiyuu – główne role obsadzono mocno początkującymi aktorkami (Yuka Takakura jako Touta i Yuuki Hirose jako Kuroumaru), tymczasem postacie nieco mniej ważne grają seiyuu najwyższej klasy – usłyszymy na przykład Ai Kayano w roli Kirie Sakurame, Yuki Matsuokę jako Yukihime czy też Akirę Ishidę jako Fate'a Averruncusa. Należy przy tym zauważyć, że wiele z postaci podanych na liście obsady nie pojawia się w mandze przez wiele rozdziałów, co może sugerować, że będzie to co najmniej dwusezonowa seria… a przy odrobinie szczęścia, może kompletna ekranizacja?

(d)



Urahara (EMT Squared / Shirogumi)
Adaptacja webmangi / Premiera: 4.10.2017

Światu zagrażają kosmici! Konkretnie Japonii, a jeszcze konkretniej – Tokio. A tak najkonkretniej to popularnej dzielnicy Harajuku, której jedyną nadzieją jest nietypowe licealne trio. Czy nastolatki wygrają tę nierówną walkę?

Nie wiem, czy też odnosicie takie wrażenie, ale dla mnie opis fabuły tego anime brzmi wyjątkowo infantylnie i naiwnie. Wrażenie to potęgują projekty postaci oraz fakt, że pierwowzór ma sporo wspólnego z mieszczącym się w Harajuku sklepem. Nieco surrealistyczny zwiastun pokazuje, że przynajmniej pod względem grafiki na fajerwerki raczej nie ma co liczyć. Cóż, nie brzmi to szczególnie zachęcająco, ale z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się okolicznościom powstania i międzynarodowej ekipie produkcyjnej, to chyba warto chociaż rzuć okiem na ten tytuł. Amika Kubo debiutuje w roli reżyserki anime, ale jej krótkometrażówki zdobyły kilka nagród na różnych festiwalach filmowych, więc może coś z tego będzie. Scenarzystka ma spore doświadczenie, ale jak wiadmo, ilość nie zawsze przekłada się na jakość… Autorami będącego pierwowzorem komiksu internetowego są Patrick Macias i Mugi Tanaka, którzy publikują go na Crunchyroll. Ten właśnie popularny od kilku lat serwis we współpracy z chińskim kuzynem Bilibili jest odpowiedzialny za produkcję serii. Co z tego wyjdzie? Trudno stwierdzić, ale bez wątpienia można powiedzieć, że będzie to niezły miszmasz…

(e)



Wake Up, Girls! Shin Shou (Ordet)
Seria oryginalna / Premiera: 10.10.2017

Po dwóch filmach kinowych Wake Up, Girls! powracają na ekrany telewizorów. W ostatnim filmie dziewczyny osiągnęły szczyt popularności, pobijając w idolkowym konkursie same I­‑1 Club. Wydawać by się mogło, że nie bardzo jest o czym robić nowy serial. Widocznie jednak twórcy mają jakiś plan, którego część stanowi nowa grupa o nazwie Run Girls, Run. W jej skład wchodzą trzy nastolatki: Ayumi Hayashi, Otome Morishima oraz Itsuka Atsugi. Nie zdradzono na razie, jaki będzie ich związek z tytułowym zespołem, nie wiadomo też, jak wielką rolę odegrają one w nowej odsłonie cyklu. Ważne jest wszakże to, że im więcej idolek, tym więcej pieniędzy można czerpać z późniejszych gadżetów czy występów na żywo.

Nie da się ukryć, że idolkowe projekty to istna żyła złota, Jak widać chociażby po sezonie jesiennym, w którym zapowiedziano aż trzy kontynuacje anime o śpiewających i tańczących dziewczątkach, biznes się kręci i anime o tej tematyce nigdy dosyć. Fani franczyzy Wake Up, Girls! zapewne zacierają ręce z uciechy, warto wszakże nadmienić, że w obsadzie nowego tytuły zaszły spore roszady. W roli reżysera zobaczymy tym razem Shina Itagakiego (Teekyuuu czy nowe serie Berserka) natomiast za adaptację oryginalnych projektów postaci na potrzeby anime odpowiadać będzie tym razem Miyuki Sugawara (jest to jej debiut w rej roli). Zmianie uległo także studio – Millepensee zastąpi w tej roli Ordet. Nie chcę krakać, ale wydaje się, że tu również (tak jak w przypadku nowego Love Live! Sunshine!!) należy się spodziewać raczej tytułu zrobionego jak najmniejszym wysiłkiem, skoro idolki i tak się z łatwością sprzedają. Nic nie wróży, by miało z tego powstać coś wyjątkowego w tym gatunku.

(k)



Yuuki Yuuna wa Yuusha de Aru: Yuusha no Shou (Studio Gokumi)
Seria oryginalna / Premiera: 6.10.2017

W swoim czasie zapowiedź pierwszej serii wzbudziła spore zainteresowanie. Czy to ma być mahou shoujo zgodne z kanonami gatunku? Przeróbka „raz na ponuro” w stylu Mahou Shoujo Madoka Magica? Fanserwiśne ecchi dla amatorów? Ostatecznie wyszło wszystkiego po trochu, ale na tyle sprawnie zmontowane, że efekt końcowy zyskał sporo fanów. W 2017 roku miały premierę trzy filmy, będące prequelem serii telewizyjnej. Materiał w nich zawarty, czyli Washio Sumi no Shou, ma teraz – po niewielkim dostosowaniu – zapełnić pierwsze sześć odcinków nowej serii. Drugie sześć odcinków to Yuusha no Shou, czyli dla odmiany kontynuacja wydarzeń pokazanych w pierwszej serii.

Trzeba powiedzieć, że taka hybryda nie budzi we mnie ciepłych uczuć – dla wypchania ramówki widzom zaserwuje się odgrzany kotlet, po to tylko, żeby podbić sprzedaż innych mediów, przede wszystkim gier. Trudno też się spodziewać, by obie części serii były płynnie i sensownie połączone. Ekipa produkcyjna nie powinna ulec większym zmianom, chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby nowo dokręcone odcinki okazały się słabsze pod względem technicznym od – bądź co bądź – materiału z kinówek. Tak czy inaczej jest to propozycja tylko dla tych, którzy pierwszą serię znają i naprawdę, ale to naprawdę zależy im na tym, żeby jeszcze raz zobaczyć lubiane bohaterki.

(a)


Serie z krótkimi odcinkami



Ameiro Cocoa: Ame­‑con!! (EMT Squared)
Seria oryginalna / Premiera: 4.10.2017

Jak zrobić coś i się nie narobić, odsłona kolejna. Konkretnie – czwarta z kolei, po Ameiro Cocoa, Ameiro Cocoa: Rainy Color e Youkoso i Ameiro Cocoa in Hawaii. Być może jest to jakiś eksperyment z rodzaju: “kiedy widzowie uświadomią sobie, że to bez sensu”, ale jeśli tak, to może warto byłoby kogoś poinformować, że większość wie o tym już od początku. Mimo wszystko koślawi bishouneni musieli się komuś spodobać, skoro czwarta seria jednak powstaje.

Sądząc po plakacie promocyjnym, spotkamy tutaj większość starych znajomych, a także kilku nowych (pseudo)przystojniaków. Akcja ma się rozgrywać ponownie na Hawajach, a delikatną iskierką nadziei może będzie psi bohater – maskotka kawiarni, którego przyjdzie nam tu poznać. W końcu psy są słodkie i tego się raczej nie da zepsuć. Ja w każdym razie nadal żałuję, że nie jest to shounen­‑ai. Wtedy przynajmniej miałoby to jakiś sens (niewielki co prawda, ale zawsze jakiś). W obecnej formie nie ma go wcale.

(k)



THE iDOLM@STER: Cinderella Girls Gekijou [2017] (Gathering)
Adaptacja gry / Premiera: 3.10.2017

Jestem bardzo ciekawa, czy gdybym przekleiła tutaj słowo w słowo dwa akapity, które napisałam o wiosennej serii Cinderella Girls Gekijou, ktoś w ogóle by to zauważył? Inna sprawa, że właściwie wyszłoby na to samo, ponieważ informacje są jednocześnie skąpe i właściwie zbędne. Ta seria, podobnie jak poprzednia o tym samym podtytule, stanowi adaptację webmangi, która w krzywym zwierciadle ukazuje prywatne życie idolek znanych z gry Cinderella Girls. Sama webmanga jest zresztą typową chałturą, robioną na zamówienie i udostępnianą jako bonus w aplikacji z grą mobilną.

Rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że wiosenna seria miniaturek nie zainteresowała szczególnie czytelników Tanuki, chociaż oczywiście tytuły z krótkimi odcinkami generalnie budzą mniejsze zainteresowanie. Na pewno jest to propozycja hermetyczna i przeznaczona tylko dla fanów cyklu, a i to chyba tych najbardziej wytrwałych.

(a)



Love Kome -We Love Rice- [2017] (Encourage Films)
Seria oryginalna / Premiera: 10.2017

„Historia chłopców będących personifikacjami odmian ryżu, którzy ciężko trenują, by zostać idolami” – to się zapowiadało na serię tak głupią, że aż śmieszną. Niestety, jak udowodnił pierwszy sezon, anime okazało po prostu głupie, a do tego nudne (co przy tak krótkich odcinkach jest sztuką samą w sobie) i tylko oczko mniej brzydkie od niesławnego Gakuen Handsome (ale tam to było przynajmniej zamierzone). Najwyraźniej jednak w ramach wykorzystanego budżetu musiało spełnić swoje zadanie, skoro zapowiedziano kontynuację. Po co? Nie każcie mi zgadywać.

O ile pierwszemu Love Kome dawaliśmy na niewidziane (nieduży) kredyt zaufania i zastanawialiśmy się, czy nie okaże się zaskakująco udaną komedią, o tyle teraz nie ma już mowy o żadnych zaskoczeniach. Nie napiszę, że druga seria może wyglądać gorzej od pierwszej, bo musiałaby się przerzucić na pokaz slajdów (chociaż… nie wykluczam), ale z całą pewnością nie ma żadnych powodów, żeby dawać jej jakiekolwiek szanse. Proponuję ominąć i zająć się ciekawszymi propozycjami.

(a)



Omiai Aite wa Oshiego, Tsuyoki na, Mondaiji (Seven)
Adaptacja mangi / Premiera: 2.10.2017

Pamiętacie Souryo to Majiwaru Shikiyoku no Yoru ni…, czyli „Upojne noce z mnichem”? Twórcy postanowili zaserwować widzom powtórkę z tej wątpliwej jakości rozrywki, w postaci kolejnego pikantnego romansu, tym razem z młodą nauczycielką i jej nieznośnym uczniem w rolach głównych. Podszywający się pod pełnoletniego amanta chłopak postanawia zdobyć serce pani Saikawy w trakcie zaaranżowanego spotkania. Oburzona kobieta odkrywa jego tożsamość, ale czy przypadkiem już nie zaczęła ulegać jego niezaprzeczalnemu urokowi?

Dwutomowy debiut osoby skrywającej się pod pseudonimem Sigma Torai jest kolejnym przykładem mangi, w której „niegrzeczny chłopiec” ugania się za dorosłą, ale niewinną jako ta lelyja kobietą. Wszystkie te fabularne pozory mają na celu tylko jedno: wepchnąć bohaterów do jednego łóżka i jakimś cudem ktoś stwierdził, że coś takiego warto zekranizować. A że to następny serial z pięciominutowymi (albo i nawet krótszymi) odcinkami, który nie będzie miał za wiele do pokazania poza scenami erotycznymi wątpliwej jakości? Cóż, nie pierwszy raz twórcy wyrzucają pieniądze w błoto. A że u sterów produkcji stoi pan odpowiedzialny za kilka produkcji hentai? Cóż… Czyżby strzał w dziesiątkę?

(e)



Oretacha Youkai Ningen (DLE)
Seria oryginalna / Premiera: 4.10.2017

Remake remake'u serii liczącej sobie okrągłą pięćdziesiątkę (stąd te honory – co ciekawe, obie wcześniejsze serie też mają być emitowane, oryginalna równocześnie z najnowszą) to rzecz nie tak częsta, ale czy przez to godna szczególnej uwagi, wątpię. Chociaż można by mniemać, że jest w tym anime coś dla Japończyków ujmującego, skoro kilka lat temu powstały też seria telewizyjna i film kinowy. Jak wiemy, Japończycy są dziwni. Anime opowiada bowiem o trójce dobrych demonów w obronie ludzkości walczących ze złymi demonami o miłość i sprawiedliwość oraz własną akceptację przez tęże niewdzięczną ludzkość.

Wyczerpujący opis zawiera przywołana recenzja, więc nie ma się tu co rozpisywać. Istotne jest jednak, że nie powinno się chyba mówić o remake'u, skoro twórcy (o tych można tylko napisać, że reżyser to świeżynka, a produkcję firmuje potężna agencja reklamowa) zaplanowali kilkuminutowy format, a w newsach przy tytule pojawia się słowo „gag”. Oznaczałoby to może coś strawniejszego niż poprzednie wersje i tylko z tego powodu mogłabym rozważyć zerknięcie, aczkolwiek nikogo do tego nie namawiam.

(u)



Osake wa Fuufu ni Natte kara (Creators in Pack)
Adaptacja mangi / Premiera: 4.10.2017

Czy ktoś tu jeszcze pamięta niepozorną, ale szalenie zabawną miniaturę o codziennym życiu pewnego nietypowego małżeństwa pod tytułem Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken? Jeżeli nie, to zachęcam do zapoznania się z nią i optymistycznie zakładam, że Osake wa Fuufu ni Natte kara okaże się jej godnym następcą. Tym bardziej, że niewiele anime traktuje o codziennym życiu małżeńskim. Chisato Mizusawa pracuje w biurze i uchodzi za ładną, zdolną, ale zdystansowaną profesjonalistkę. Jednak młoda karierowiczka ma też drugą twarz, którą pokazuje wieczorem, gdy skosztuje drinka przygotowanego jej przez męża, Sorę.

Żadna z odwiedzonych przeze mnie stron nie zapowiada sprośnego widowiska, tylko lekkie połączenie komedii, okruchów życia i romansu. Ot, sceny z życia małżeńskiego w niezbyt gęstych alkoholowych oparach – może być naprawdę uroczo i pociesznie. Anime powstaje na podstawie komiksu internetowego i sądzę, że krótkie odcinki w przypadku tego typu historii sprawdzą się doskonale. Cieszy mnie także, że odpowiedzialny za reżyserię Hisayoshi Hirasawa ma spore doświadczenie z miniaturami, acz nie sposób nie zauważyć, że nie są one najwyższych lotów. Jeszcze mniej zaufania mam do scenarzysty, ukrywającego się pod pseudonimem Words in Stereo, który do tej pory pracował tylko przy słabiutkim Netsuzou Trap: NTR. Może będę miała szczęście i materiał bazowy okaże się na tyle udany, że nawet średnio zdolna ekipa nie pokpi sprawy?

(mm)



Taishou Chicchai­‑san
Adaptacja visual novel / Premiera: 6.10.2017

Informacje są bardzo skąpe, ale od razu zapowiem, że nie należy robić sobie większych nadziei. Seria, mająca składać się z pięciominutowych odcinków, jest luźną adaptacją gry BL zatytułowanej Taishou Mebiusline. Jej akcja rozgrywa się w Japonii ery Taishou (1912­‑1926), zaś głównym bohaterem jest młody chłopak, Kyouichirou Hiiragi, który przybywa z prowincji, by studiować w Tokio, jednakże przypadkiem wplątuje się w wydarzenia związane ze spiskiem w armii cesarskiej.

Jeśli przyglądacie się z zainteresowaniem grafice reklamowej, spieszę donieść, że jest na niej tylko i wyłącznie rzeczony Kyouichirou – w postaci zwykłej oraz chibi. To zaś, w połączeniu z krótkoodcinkową formuła, na 99% oznacza, że będziemy mieć do czynienia wyłącznie z wersjami super­‑deformed bohaterów oraz komediową fabułką, w zamierzeniu szalenie zabawną – o ile zna się grę. W pakiecie tania grafika oraz ogólna hermetyczność wszystkiego. Postaramy się jednak rzucić okiem, i jeśli przypadkiem przeżyjemy miłe zaskoczenie, z pewnością damy o tym znać na blogu.

(a)

Komentarze

  • Dodaj komentarz
  • Avatar
    Rinsey 12.10.2017 18:34
    Bardzo dobry sezon. Mało kontynuacji, sporo nietuzinkowych serii. Ciekawe tylko, w ilu przypadkach dotrę do ostatniego odcinka.

    Anime­‑Gataris

    Black Clover

    Houseki no Kuni

    Mahou Tsukai no Yome

    Saredo Tsumibito wa Ryuu to Odoru: Dances with the Dragons, w sumie dobrze, że przełożono, bo seria wygląda fajnie, a chyba braknie mi czasu na oglądanie wszystkiego.

    Shoujo Shuumatsu Ryokou

    Jak zawsze kieruję podziękowania do Redakcji za pracę włożoną w przygotowanie zapowiedzi :)
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 1
    MrParumiV18 2.10.2017 12:32
    Sezon Jesienny Anime 2017
    Tak jak zwykle na wstępie przedstawiam wam moją standardową, podstawową i krótką opinię na temat obecnego sezonu anime. Tegoroczny jesienny zapowiada się naprawdę dobrze, ale bez fajerwerków, czyli wszystko wyjdzie w praniu. Jak starczy czasu to zahaczę o wszystkie pozycje jakie mnie interesują, a jak nie to tylko priorytety pochwycę w swoje łapska. Ogólnie sezon kontynuacji, ale widzę także parę perełek, które mogą bardzo pozytywnie zaskoczyć, przynajmniej mnie, bo ja wymagań dużych nie mam. :D Tak więc to tyle, zaczynamy standardową listę. ;)

    Moje Must Watch:
    Black Clover – wierzę z głębi serca, że będzie to udana seria, przede wszystkim w miarę wyglądająca i, że w jakiś tam mikroskopijnym stopniu zastąpi mi takie tytuły jak Naruto czy też Bleach. Trzymam kciuki za twórców!
    Houseki no Kuni – lubię eksperymenty jak i oryginalne serie, a z tego tytułu może wyjść genialny twór, albo spektakularna porażka. Tak czy inaczej obejrzeć muszę.
    Inuyashiki – całkowicie szczerze, kompletnie tego nie znam, ale opis fabularny kupił mnie w tak dużym stopniu, że w moment z tego tytułu zrobił się must watch. Trochę boli ilość odcinków, no ale wszystkiego mieć nie można.
    Just Because! – zawsze lubiłem tego typu produkcje, więc i tym razem taka seria ląduje w moich priorytetach.
    Kekkai Sensen & Beyond – o dziwo jestem jednym z tych, którzy twierdzą, że ten tytuł to nie jest coś wybitnie dobrego, ale obejrzałem pierwszy sezon i mi się podobał, więc liczę, że i tym razem nie będzie to czas stracony.
    Kino no Tabi: The Beautiful World – Animated Series – pierwszą serię miałem na oku już od dłuższego czasu, ale jak wychodzi coś na kształt remake'u to chyba sobie pierwszy twór odpuszczę i z miłą chęcią obejrzę to.
    Mahou Tsukai no Yome – tego tworu także nie miałem okazji poznać, a przecież manga wychodzi w Polsce. xD Tak czy siak jakieś nadzieje pokładam w tej serii i liczę, że im sprosta.
    Sangatsu no Lion [2017] – a to zabawna sytuacja, bo w priorytetach to daję, a pierwszego sezonu jeszcze nie skończyłem, i sam nawet nie wiem czemu, bo nawet mi się podobał taki sielankowy klimat. :D Liczę, że się w sobie zbiorę i obejrzę do końca, ale ze mną to zawsze bywa różnie. Tak czy siak kiedyś na pewno obejrzę w całości także i ten drugi sezon.
    Shokugeki no Souma: San no Sara – tego tworu przedstawiać raczej nie trzeba. Oby trzymało poziom poprzednich sezonów, a na pewno będzie to smakowity kąsek tej jesieni.
    Shoujo Shuumatsu Ryokou – a TO! To jest naprawdę bardzo ciekawe… jeszcze studio White Fox, które ostatnio bardzo polubiłem macza w tym swoje palce. O dziwo już nie mogę się doczekać pierwszego odcinka! :D

    Serie poboczne. Kto wie, może w razie czego na zastępstwo lub też w wolnej chwili się zahaczy:
    Boku no Kanojo ga Majime Sugiru Shobitch na Ken
    Dia Horizon
    Dies Irae
    Imouto sae Ireba Ii
    Juuni Taisen
    Ousama Game: The Animation
    Robomasters: The Animated Series
    Kujira no Kora wa Sajou ni Utau

    Podsumowując: 10 pewniaków, 8 pobocznych serii, ale jak zwykle ostatecznie może wyjść całkowicie na odwrót. Tak czy inaczej nadzieje pokładam duże w tym sezonie, ale jak coś nie wypali płakać nie będę. W razie czego zawsze jest co nadrabiać z poprzednich lat. :D To tyle, pozdrawiam serdecznie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    Nowytutaj 28.09.2017 23:22
    Nie brakuje tu anime Evil or live?
    Odpowiedz
  • Avatar
    PaSaT 28.09.2017 22:51
    No nie jest źle
    AŻ kilka serii zapowiada się całkiem ciekawie (po nałożeniu filtru „BYŁO” i „JAK ZNAM ŻYCIE” TM). TO bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę, co dostaliśmy w każdym z sezonów 2017… Pomijając perełki takie jak „Made in Abyss” (10/10 !!!) i Uchouten Kazoku 2 (10/10), i patrząc na nieco bardziej przeciętne anime, to 2017 wypada strasznie blado. Nawet te, co miały potencjał (choć Sukasuka) gdzieś po drodze straciły oddech, potknęły się, dotrwały do końca w nieco pokiereszowanym stanie… Tak patrząc, Jesień zapowiada się naprawdę obiecująco.
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 2
    Lees 26.09.2017 16:22
    Taka bida z nędzą od dłuższego czasu, że cieszy mnie, że mam jeszcze do oglądnięcia 2gi sezon Harlocka, 2gi Hokuto no Ken, 4ty City Huntera i Angel Heart. Na upartego może Souma bo manga miała momenty.
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 4
    Koogie 25.09.2017 21:28
    Dobra, to przejrzyjmy co mamy przygotowane na jesień. Jak zwykle będę sobie przeglądał PV i tak naprawdę po nich głównie stwierdze czy coś jest warte mojej uwagii czy nie. Może uda się to szybko zrobić tym razem.

    Anime­‑Gataris – Pitu pitu… szkolny, klub, typowe ale znośne designy, jakaś dziwna kombinacja… Oryginał, więc zawsze warto dać szansę, lecz PV nie pokazywał zbyt wiele. Sądzę, że nie warto nastawiać się na wiele, lecz jeden odcinek zobaczę na pewno.

    Blend S – PV pokazuje wyraźnie na czym ma polegać żart. Designy są ok, nie wygląda na wybitne czy inteligentne, lecz słodkie dziewczynki robiące słodkie rzeczy. Pseudo sadyzm, fanserwis… Eh, gdyby nie studio może bym coś więcej powiedział, lecz to wyraźnie albo ktoś będzie oglądał bo ogląda wszystkie takie serie albo nie ruszy wcale. Ja będę oglądał, może dotrwam do końca

    Boku no Kanojo ga Majime Sugiru Shojo Bitch na Ken – Ale to wygląda tanio… w sensie PV. Słaba grafika, muzyka tak bez wyrazu że usypia. Nie, to nie będzie dobre anime. W tym PV nie było nic co by zwróciło moją uwagę.

    Dia Horizon – jak bedzie o czym mowic to cos powiem

    Dies Irae – Nope

    Garo -Vanishing Line – Ej, urban fantasy zrobione przez Mappe. Anime oryginał. Jasne, czemu nie, PV ma wielkich facetów na motorach jakieś panie w bikini… Trochę wydaje mi się, że jest przesadzone w złą strone, lecz może coś tu jest? Warto dać szansę chyba, ale nie wstrzymuje oddechu. Oh i grupa Monaco robi muzykę, to będzie przynajmniej czego posłuchać.

    Himouto! Umaru­‑chan R  – rak

    THE iDOLM@STER SideM  – <ciągły napad śmiechu trwający przez czas całego PV>

    Imouto sae Ireba Ii – wygląda jak eromanga sensei robiony przez silver link. Pewnie będzie mniejszym rakiem niż tamto, lecz czy to jest jakiś wyczyn? No i możliwe, że przez bycie mniejszym gnojem seria może nie znaleźć tylu zwolenników… Dam odcinek… z mojej masochistycznej ciekawości

    Inuyashiki – a kojarzę tą mangę. Nie czytałem, lecz recenzje i opinie dotarły nawet do osoby takiej jak ja, która z mangami ma niewiele do czynienia. Jestem bardzo ciekaw co z tego będzie.

    Just Because! – PV jak na romansik wygląda ciekawie (PV mnie zachęcił), lecz przyznam szczerze… Nie mam kompletnie ochoty na ten gatunek w tym sezonie. Raz na jakiś czas liznę sobie romanse jak White Album 2 czy coś… To wygląda jakbym mógł spróbować, lecz… nie ten sezon. Może jak opinie będą super to się skuszę, może znajdzie się troche woli na romansik z dramatem nastoletnim?

    Juuni Taisen – ehhh… co to za syf… ehhh… dobra zobaczmy trailer pro forma. Hum hum hum… Dobra to mnie przekonało do siebie tym PV. Graficznie jest w tej serii pewna archaiczność w sensie postaci wyglądają troche bardziej dorośle lub nastoletnio, tła są ładniutkie, animacja w PV płynna. Podoba mi się to, zapowiada się ciekawy akcyjniak. Akceptuję i wyczekuję, mam dobre przeczucia.

    Kekkai Sensen & Beyond – nie muszę oglądać PV. Kekkai Sensen było wadliwą serią, ale ciekawą. Chętnie zobacze tej serii więcej i mam po cichu nadzieje, że moje problemy z poprzedniej serii nie przeniosą się na tą część.

    Kino no Tabi: The Beautiful World – Animated Series – też nie muszę oglądać PV, bo to w końcu Kino. Plakat niestety nie zachęca, a sama seria należy do tych dosyć delikatnych i specyficznych. To może być klapa, ale muszę zobaczyć to na własne oczy.

    Konohana Kitan – ale to wygląda uroczo… Yay… Trailer przeładował moje wszelkie limity uroczych dziewczynek z kocimi uszkami w bardziej przytłumionym stylu. Trochę mi się przypomniało Inari Konkon, a to jest dobre skojarenia dla mnie. Liczę na coś uroczego z elementami mistycznymi i bez fanserwisu i debilnych żartów. Coś jednak mi mówi, że się zwiodę. Chyba kwestia tego, że postaci są tak pod jedno kopyto… ale cóż. W ogóle Inari Konkon istniało, miłe przypomnienie.

    Kujira no Kora wa Sajou ni Utau – ej… to nie wygląda źle. Po tym trailerze odczuwam, że ten świat fantasy który stworzyli jest składnie stworzony. Designy postaci też nie należą do złych i na tych pustynnych tłach się ładnie prezentują. Daje to takie poczucie fantasy. Ok, jestem kupiony… spróbujmy tej serii.

    Love Live! Sunshine!! [2017]  – Najlepszy fragment pierwszego sunshine… Obudźcie mnie jak zrobią serie o tych dwóch, tymczasem ja olewam to show i obejrzę sobie koncert st. snow na youtubie jeżeli znowu się pojawią.

    Mahou Tsukai no Yome  – OVA była boska, manga jest świetna. Wit Studio ma problemyz planowaniem, ale mają talent i chęci. Nie muszę nic oglądać z materiałów promocyjnych, moja odpowiedz jest tak.

    Net­‑juu no Susume – trailer wygląda słabo, lecz postać dorosła, tematyka fajna i bliska mojemu sercu. Nie jestem przekonany, bo w komedie można niby robić na budżecie, lecz trzeba mieć dobre designy i zdolnego reżysera… Tutaj chyba nie ma ani tego, ani tego. Eeeeeeeh, jeden odcinek.

    Ousama Game The Animation – żywa muzyczka do wrzasków i gore zawsze mnie bawi. To może być tak złe, że aż dobre. Nie radziłbym tego ruszać, nie spodziewając się tragicznego syfu. Sam nie wiem czy znajdę czas na po prostu pastwienie się nad tym czymś.

    Robomasters The Animated Series – ehe… no fajnie… następny

    Sangatsu no Lion – Muszę skończyć pierwszy sezon jeszcze, ale nawet bez tego wiem że seria jest miód. Może nie obejrze tego w sezonie, ale to na pewno jest na mojej liście do oglądania.

    Shokugeki no Souma: San no Sara – Pewniak, nie ma co o nim mówić

    Shoujo Shuumatsu Ryokou – Wow te designy są przeurocze na tym tle. Bardzo proste bez detali otoczone takim zniszczeniem w okół. Podoba mi się to i mam bardzo dobre przeczucia po PV, który ładnie balansował emocjami. No i wreszcie trailer gdzie nie walneli w drugiej połowie jakiegoś j­‑popu. Dobre przecucia.

    Two Car – wygląda niesamowicie głupio. Bobsleje na drodze… Urocze dziewczynki, jakieś bliźniaczki, gotyckie lolitki, głupkowaty sport. Silver Link… Powiem tak. Ludzie za to odpowiedzialni zrobili wcześniej Ange Vierge, czyli show które mimo tony wad nawet mi się zdatnie oglądało. Daję szansę, bo sądzę iż da się zrobić taką serię w zdatny do oglądania sposób i Silver Link jest w stanie tego dokonać. Przynajmniej anime oryginał, a to zawsze jest plus.

    URAHARA – jezu co ja zobaczyłem? Jaka to w ogóle abstrakcja. Graficznie jest kolorowo i to mi chyba wystarczy by dać szansę. Wygląda jak coś na co warto zwrócić uwagę po prostu. Wrodzona ciekawość po prostu u mnie wygrywa.

    Yuuki Yuuna wa Yuusha de Aru: Yuusha no Shou – Nie lubię powtarzania filmów. Szatkowanie historii bardzo mi się nie podoba. Oglądałem filmy Yuuki Yuuna i były one całkiem fajne, jak ktoś jest fanem anime to warto obejrzeć. Co wyjdzie z tej kontynuacji? Mam złe przeczucia prawdę mówiąc… niestety.

    No i z krótkich

    Omiai Aite wa Oshiego, Tsuyoki na, Mondaiji  – wygląda jak pewniak z tego metrażu. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze w sezonie jakiś jeden short musi mi się przypałętać i w tym to raczej będzie ten.

    Osake wa Fuufu ni Natte kara – Cofam co powiedziałem powyżej. W tym sezonie mogę skończyć z dwoma shortami.

    Troszkę te dwa shorty uzupełniają co pełnometrażówki w tym sezonie niedomagają, ale tam.

    Ostatecznie patrząc po tym wszystkim sezon raczej mnie nie zachwyca. Chyba najbardziej podekscytowany jestem tymi shortami. Większość dobrze wyglądających serii to są kontynuacje, które mnie po prostu zwykle tak nie ekscytują. Shoujo Shuumatsu Ryokou mnie chyba najbardziej ciekawi, ponieważ tak niewiele wiem o nim. Mam dwie serie o słodkich dziewczynkach, jedną komediową, drugą spokojniejszą. Jakiś akcyjniak, dwie adaptacje mang które wiem że są dobre… Takie tam. Jestem bardzo ciekaw które serie przetrwają ze mną do końca, bo niestety sądzę, że mam za mało czasu by obejrzeć wszystko co mnie interesuje (za dużo tych kontynuacji).

    Ogólnie jednak mam raczej nijakie uczucia co do zbliżającego się sezonu… Nic mnie specjalnie nie zachwyciło z tego zestawu. No cóż…
    Odpowiedz
  • Avatar
    imspidermannomore 25.09.2017 18:53
    Ostatnio co raz mniej czasu na oglądanie anime. Na wiele tytułów chętnie bym rzucił okiem ale i tym razem pewnie na chęciach się skończy. Obiecuję sobie jednak obejrzeć przynajmniej Inuyashiki (jestem fanboyem Gantza więc tej pozycji nie odpuszczę).
    Odpowiedz
  • Avatar
    ukloim 25.09.2017 13:49
    Kolejny raczej mierny sezon. Na pewno zahaczę tylko o nowe Kino no Tabi, ale nie pokładam w tej serii jakichś wielkich nadziei. Interesuje mnie też Inuyashiki, a z czasem zahaczę pewnie o Kekkai Sensen, jak w końcu nadrobię pierwszy sezon. Być może zerknę też na Kujira no Kora wa Sajou ni Utau. Mocno zaintrygowało mnie Vanishing Line, ale jakoś mój hype opadł jak okazało się, że to nowe Garo, wolałbym zupełnie oryginalną serię. No i to w sumie tyle.
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 2
    Kysz 25.09.2017 10:30
    Jak dla mnie sezon zapowiada się ciekawie, ale ja rzadko kiedy narzekam. xd

    Na pewno obejrzę:
    Anime­‑Gataris – ten „koniec świata” mnie tam martwi, bo mam wrażenie, że wciskają go na siłę, by przyciągnąć widzów. Ale jednak nie mogę przejść obojętnie obok szkolnej komedii z mieszaną ekipą. Plus tematyka anime jak dla mnie zawsze spoko.

    Blend S – cgdct w najsłodszym wydaniu pewnie. A w tle przewija się jakichś dwóch gości, co znowuż przywołuje mi na myśl Acchi Kocchi. Coby z tego nie wyszło pewnie będę zadowolona (chyba, że wyjdzie coś na kształt Urary, ale to tak źle nie wygląda)

    Inuyashiki
     – jedna z ciekawszych nowych propozycji w tym sezonie. Nie jestem fanką motywu superbohaterów, ale to raczej będzie dalekie od standardowego ich przedstawienia. Kupuje mnie też ten dorosły bohater

    Just Because! – o tak, czystej wody romansidło szkolne z mieszaną ekipą i raczej delikatniejszym klimatem. Jeśli to wypali tak, jak powinno, to będzie bosko.

    Kekkai Sensen & Beyond – pierwsza seria mnie kupiła totalnym chaosem, który całkiem zgrabnie poskładano do kupy. Na drugą czekam z niecierpliwością

    Kino no Tabi: The Beautiful World – The Animated Series – nie widziałam poprzedniej adaptacji (zaczęłam, ale jakoś mnie nie wciągnęła) temu też nie wiem jak do tego podchodzić. Chciałam te braki nadrobić przed jesienią, ale nie dam rady. Najwyżej, jak mi np. czegoś w tym braknie, zerknę na poprzedniczkę.

    Kujira no Kora wa Sajou ni Utau – wygląda dość nietypowo i klimatycznie. Coś mnie do tego ciągnie, więc na bank będę oglądała.

    Mahou Tsukai no Yome – OVA jeszcze przede mną, ale wszyscy naokoło chwalą za klimat. Pomysł jest ciekawy, więc grzechem byłoby nie obejrzeć.

    Net­‑juu no Susume – dorośli bohaterowie = oglądam. Lubię też tematykę otaku i gier, a do tego będzie tu romans, co w połączeniu może wypaść nieźle.

    Osake wa Fuufu ni Natte kara – wygląda na idealny materiał na serię z krótkimi epkami + dorośli bohaterowie.

    Osomatsu­‑san [2017] – Dayooooon!

    Sangatsu no Lion [2017] – cudowna pierwsza seria, nie sądzę, by w drugiej coś zepsuli

    Shoujo Shuumatsu Ryokou – słodkie dziewczynki w konwencji postapo? Biorę! Po Gakkou Gurashi mam ochotę na więcej tytułów w takim klimacie.

    Two Car – słodkie dziewczątka słodko się ścigają. Z reguły nie odpuszczam cgdct, więc i tym razem tak będzie.

    Zerknę też na pierwsze epki:
    Dia Horizon – ot, takie klasyczne fantasy. Nawet jeśli wyjdzie coś w stylu Escha and Logy czy Campanelli, to jestem na tak, bo lubię takie tandetne klimaty^^

    THE iDOLM@STER SideM – przekonano mnie, że to mogą być całkiem inni śpiewający i tańczący chłopcy, niż w większości przypadków. I faktycznie – na zwiastunie wyglądają oni całkowicie normalnie. Przede wszystkim nie wyczułam tu wszechobecnej z reguły aury „zarąbistości”, która tak mnie drażni, a to duża zaleta.

    Juuni Taisen – jak się skończy na dobrze przeprowadzonym mordobiciu, to będę zadowolona. Byle tego nie przegadali, jak Re:Creators, bo ja tu chcę przede wszystkim akcji

    Konohana Kitan – słodkie yuri dziewczynki? Hm… wygląda słodziutko i fajnie, ale nie jestem szczególną entuzjastką yuri fanserwisu, więc wszystko zależy jak ten motyw tu podadzą

    Love Live! Sunshine!! [2017] – pierwszy sezon był okropny i chce wiedzieć jak daleko w klisze mogą tu zajść

    Robomasters: The Animated Series – te roboty wyglądają tak normalnie, że nie mogę się oprzeć

    Saredo Tsumibito wa Ryuu to Odoru: Dances with the Dragons – na pierwszym planie nie ma żadnego ciamciaka, więc może nie będzie tak źle. Zerknę, chociaż nie wróżę tu cudów.

    Urahara – no takie to kolorowe, że aż zerknę.

    14 serii pewniejszych i 8 takich do sprawdzenia. Dużo… aż za dużo, więc na pewno coś z tego odpadnie. Ale nie sądzę, by pewniaki (głównie kontynuacje) mnie zawiodły, a to już oznacza udaną jesień.^^
    Odpowiedz
  • Avatar
    sgsdhb 24.09.2017 01:19
    Lato suche, jesień tyż…
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 5
    zabrix 23.09.2017 20:03
    ej
    dawajacie jakieś linki do promo video
    bo mi się przeklajeać nie chce a sam bobrazek niewiele mówi
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 4
    Tenessy 23.09.2017 18:08
    Jesień 2017
    Dla mnie najsłabszy sezon od lat, a to już wyczyn bo zazwyczaj jestem bardzo optymistycznie nastawiona do większości tytułów, nawet jeśli plakat czy opis mnie nie przekonują.
    Tym razem cieszę się zaledwie z dwóch kreskówek i obie o to kontynuacje:
    Hoozuki no Reitetsu [2017]
    Shokugeki no Souma: San no Sara


    Oprócz tego na pewno obejrzę:
    Just Because! – może być ciekawe, a jak nie to cóż… I tak obejrzę, bo romansideł i okruchów życia nigdy nie mam dosyć
    Mahou Tsukai no Yome – dużo słyszałam o mandze, ale jestem pozytywnie nastawiona, może być przynajmniej ok
    Net­juu no Susume – jako, że do tej pory nie zapisałam sobie zbyt wielu tytułów, to stwierdziłam, że dam szanse temu tworowi, choć nie powiem bym była do końca przekonana
    Ousama Game: The Animation  – mam do kupienia mange, zobaczę jak sprawy mają się w anime i potem zapewne stwierdze, czy opłaca się kupować czy nie
    Osake wa Fuufu ni Natte kara – tamto anime o podobnej tematyce bardzo mi sie podobało, więc wierzę, że i to nie będzie gorsze

    Razem ledwo 7 tytułów, a nie ma gwarancji, że wszystkie będą dobre, ech…

    Z rezerwówek:
    Black Clover
    Houseki no Kuni
    Inuyashiki
    Juuni Taisen

    Ale zazwyczaj jednak moje przeczucie się sprawdza i okazują się słabe, także no, cienko w tym sezonie.
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 1
    Tamago-chan 23.09.2017 12:16
    O matko, będę oglądać prawie wszystko (poza tymi idolowymi seriami). Skąd wziąć tyle czasu? Po aktualnym sezonie, który był dla mnie najsłabszy od lat, wreszcie znowu przeglądając zapowiedzi czuję się jak dzieciak w sklepie z cukierkami.Pewnie w dużej mierze serie poporzucam, bo okaże się, że to jednak nie to czego oczekiwałam, ale przynajmniej teraz jestem szczęśliwa!
    Odpowiedz
  • Avatar
    Jackass 22.09.2017 18:24
    Moje pewniaki:

    - Black Clover – manga mi się podoba, jako taki substytut Bleacha, obejrzeć na pewno obejrzę
    - Osomatsu­‑san 2 – must see
    - Gintama: Porori Arc – niezekranizowane dotąd epizody mangi mają zostać wprawione w ruch, ok, taka mała zabawna przerwa przed ostatnim arciem Gintamy
    - Kekkai Sensen & Beyond – pierwsza seria była świetna, oby tym razem Bones zadyszki niedostało
    - Garou: Vanishing Line – a więc jednak tajemnicze Vanishing Line było Garou, oby było lepiej niż Guren no Tsuki, a na to się zapowiada
    - Sangatsu no Lion 2 – kontynuacja ciekawej serii, obok której nie mogę przejść obojętnie
    - Inuyashiki – dawno takiej serii nie było, co sprawia, że zerkać będę do końca
    Land of the Lustrous – manga jest niezła, szkoda tylko, że animacja będzie w CGI… albo może to i dobrze?
    Odpowiedz
  • Avatar
    Merry Nightmare 22.09.2017 12:30
    Na pewno obejrzę Kino no Tabi, Mahou Tsukai no Yome, Ousama Game, Black Clover, Blend S, Dia Horizon, Umaru R, Imouto sae Ireba Ii, Just Because!, Kekkai Sensen & Beyond, Konohana Kitan, Love Live Sunshine!! S2. Zastanawiam się nad Shobitch, Code: Realize, Dies Irae, Two Car, UQ Holder, Urahara i Osake. Ogólnie ten sezon zapowiada się obficie. Oby twórcy sprostali wymaganiom widzów.
    Odpowiedz
  • Avatar
    The Beatle 22.09.2017 01:33
    Wyszło mi, o zgrozo, 20 tytułów. Takim liczbom zawsze towarzyszy niepewność, czy podoła się sezonowi, no a też chciałoby się obejrzeć coś starszego i zapewne lepszego… No ale część serii to tak bardziej do sprawdzenia niż do obejrzenia, więc może po paru dropach nie będzie tak strasznie.

    Sporo kontynuacji, bo i 3­‑gatsu, i Hoozuki, i Kekkai Sensen, i Love Live... Na Kino no Tabi bardzo czekam, ale mam obawy, bo stara seria wydawała się wiele zawdzięczać odpowiedniemu podejściu do materiału źródłowego, a każda kolejna adaptacja (mowa o OVA) okazywała się słabsza. Ciekawi mnie też Garo: Vanishing Line – ekipa wydaje się bliższa pierwszemu anime z franczyzy, więc oby klapa Guren no Tsuki się nie powtórzyła. Yuuki Yuuna było raczej przeciętne, ale miało kilka motywów, które bardzo cenię, więc postaram się zerknąć na kontynuację (i prequel, pół na pół).

    Przypuszczam, że anime sezonu będzie MahoYome. OVA pokazała sporo dobrego – niesamowity klimat, któremu pomaga oprawa audiowizualna. Nadzieje wiążę też z Inuyashiki; takich pomysłów nie widuje się codziennie. Czystej wody słodkich dziewczynek nie ma na Jesień szczególnie dużo, ale na pewno zerknę na Blend S (ciekawe, jak to wyjdzie z męskimi postaciami, łamiącymi „standardy gatunku”), no i Konohana Kitan – reprezentanta podgrupy „cute girls doing each other”. Z mniej oczywistych rzeczy Shoujo Shuumatsu Ryokou wygląda obiecująco jako połączenie elementów słodkich (dwie dziewczynki) i poważnych (survival postapo) – czy się zbliży do Abyssa, czy do Gakkougurashi, w zasadzie wyjdzie na dobre. Two Car zainteresowało mnie nietypowym sportem, ale to anime na X­‑lecie (nad takowymi ciąży klątwa), a do tego wszystkie pary zawodniczek mają być swoimi przeciwieństwami, jak w jakiejś komedii niskich lotów. Spróbuję… No i jeszcze Urahara, które z trailerów wieje biedą, ale wciąż wydaje się warte uwagi jako przedsięwzięcie w nietypowym dla przemysłu anime trybie. Wrócę jeszcze do zdecydowanie lepiej zapowiadających się serii: Kujira no Kora wa Sajou ni Utau kusi pięknymi trailerami i wygląda sensownie w założeniach; obawiam się jedynie tego, że będzie tu więcej dramy niż pokazywania tamtejszego świata. Juuni Taisen też zapowiada się nie najgorzej, chociaż tu pomogło doczytanie, kto za tym ma stać. Na Dies Irae i Ousama Game zerknę głównie przez szum wokół tych adaptacji (i ich pierwowzorów), nie nastawiając się na nic specjalnego. Chociaż odnoszę wrażenie, że to pierwsze będzie mniej tragiczne, niż co poniektórzy prorokują. I Just Because też obejrzę, bo tak. A z krótkich serii interesuje mnie tylko Osake wa Fuufu ni Natte kara – wygląda, jak krótka komedia wyglądać powinna.

    Zanosi się na dobry sezon, nawet wyjąwszy kontynuacje. Będzie jak znalazł po Lecie, które wprawdzie oglądałem zrywami, ale strasznie mnie wymęczyło.
    Odpowiedz
  • Avatar
    chi4ko 21.09.2017 19:55
    Oprócz kontynuacji już istniejących anime, to raczej nic ciekawego.
    Jedynie Inuyashiki ma intrygujący opis.
    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 3
    jolekp 21.09.2017 19:32
    Jest błąd w opisie „Osomatsu­‑san”.

    Gorąco polecałem wcześniejsze przygody ośmioraczków Osomatsu


    To są sześcioraczki. Nie ma za co :).
    Odpowiedz
  • Avatar
    Uratugo 21.09.2017 18:40
    Black Clover – zapowiada się na klasyczną shounenówkę. Z pewnością obejrzę. A kto wie, może nawet się zaangażuję. Pomysł wydaje się ciekawy, zwiastun zapowiada przyzwoite doznania wizualne, więc nastawiam się dość pozytywnie.

    Dia Horizon – Z jednej strony brzmi ciekawie, z drugiej dość oklepanie. Pożyjemy, zobaczymy.

    Inuyashiki – GANTZ był tytułem zdecydowanie nie dla mnie i jeśli ten tytuł będzie bardzo podobny, to szybko z niego zrezygnuję. Jeśli będzie to coś innego- być może mi się spodoba. W każdym razie jestem ciekaw tytułu.

    Just Because! – Ech… Zapewne kolejny odgrzany kotlet i zbijanie kasy na utartych schematach… Stety, niestety ja temu ulegam i prawie na pewno obejrzę, choć będzie to dla mnie seria drugorzędna.

    Juuni Taisen – Schemat przypomina mi trochę Fate , a te klimaty lubię, więc najpewniej obejrzę, choć bez jakiegoś specjalnego nastawiania się.

    Kino no Tabi: The Beautiful World – Animated Series – a to dla mnie szok. Kino no Tabi , to jedno z moich ulubionych anime. Będzie dorze czy tragicznie? Jestem pełen obaw, ponieważ konwencja jest bardzo trudna do realizacji; łatwo popaść w nudę i patos.

    Konohana Kitan – kompletnie nie mam pojęcia, co to może być, ale skoro to Youkai, to nie pozostaje mi nic, tylko czekać i oglądać! :)

    Mahou Tsukai no Yome – chyba niczego nie wyczekuję tak bardzo, jak tego. Piękne, romantyczne, baśniowe i trochę zalatuje klimatem Ghibli. Jestem prawie pewien, że się nie zawiodę.

    Shokugeki no Souma: San no Sara – druga, najbardziej wyczekiwana przeze mnie seria. Co do tego tytułu nie mam wątpliwości, ze będzie świetnie. Pozostaje czekać na przyjemne 20 minut w tygodniu.

    Shoujo Shuumatsu Ryokou – pomysł ciekawy (choć przywołujący nieprzyjemne doświadczenia), a kreska intrygująca. Nie wiem, czy pójdzie na pierwszy rzut, ale z pewnością dobiorę się do tego anime.

    Odpowiedz
  • Avatar odpowiedzi: 4
    San-san 21.09.2017 17:22

    Kino no Tabi – kocham, ale mam ambiwalentne odczucia co do remake'u…

    Kochana Redakcjo
     kliknij: ukryte 

    Infini­‑T Force  – Casshern!!! chcę! *_* wspaniaaale


    Mahou Tsukai no Yome – po trzech (dwu?) dostęnych odcinkach mam wciąż chrapkę na dalsze epizody. Bardzo ciekawe.

    Kekkai sensen XD jejku aż nie moge się doczekać tych zwariowanych postaci

    Juuni Taisen – trailer wygląda interesująco, bo wszystkie te postaci wyglądają na psychiczne. Trochę jakby ktoś zrobił serię dla wszystkich pogrzanych drugoplanowych postaci i oszczędził nam nudnego protagonisty. Tak na to patrzę XD

    Dam szansę też Houseki no Kuni i Inuyashiki. Może być ciekawie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    Negai 21.09.2017 14:31
    brakujące linki
    Mam prośbę – jak już odnosicie się do zapowiedzi danego tytułu to podlinkujcie ją, wtedy przygotowany przez Was materiał będzie kompletny i też nie trzeba będzie trailerów czy PV szukać na własną rękę ;) A w momencie, kiedy link powinien znaleźć się w opisie (tak jak linkujecie do reżyserów czy studio, czyli wstawiacie wewnętrzne odnośniki do swoich podstron), taki przymus szukania jest denerwujący.
    Odpowiedz
  • Avatar
    Nikodemsky 21.09.2017 02:10
    jesień 2017
    Po przeciętnym sezonie letnim, w którym pozostałem przy kilku pozycjach nie nastawiam się na cuda ale jest potencjalnie „możliwie ciekawych” kilka pozycji.

    Anime­‑Gataris – przemęczyłem dwa sezony Genshikena ale nigdy ta seria do mnie nie trafiła w żaden sposób, nie rozumiałem nigdy jej czaru. Dlatego wolałbym, aby ta była trochę bardziej żywa.

    Black Clover – opis brzmi trochę jak Fairy Tail. Mam nadzieję, że nie będzie to jednak następny tasiemiec.

    Blend S – Working na sterydach?

    Boku no Kanojo ga Majime Sugiru Shobitch na Ken – ciężkie życie fana haremów. Nie zapowiada się specjalnie interesująco ale spróbować trzeba.

    Dia Horizon – przynajmniej funduszy im nie zabraknie na stronę techniczną. Pytanie jak z fabułą.

    Garo -Vanishing Line – brzmi intrygująco. No i niezła kreska.

    Imouto sae Ireba Ii – jeśli nie przegną w żadną ze stron, to może być całkiem znośna komedia.

    Inuyashiki – słodki Jezu doczekać się nie mogę.

    Just Because! – liczę na znośne okruchy życia z romansem.

    Kekkai Sensen & Beyond – podobał mi się pierwszy sezon, ta dynamika, chaos na ekranie okraszone muzyką wpadającą w ucho ale nie jestem przekonany czy to jest coś, co faktycznie warto ciągnąć przez następny sezon. Do dziś pamiętam ile zwlekali z ostatnim odcinkiem.

    Mahou Tsukai no Yome – tyle się o tym naczytałem w zapowiedziach, że grzech nie spróbować.

    Net­‑juu no Susume – olałbym, gdyby było konkretnie pod widownię shoujo ale na takim MALu widzę tagi comedy i game, więc może być zabawnie.

    Ousama Game: The Animation – brakuje mi mocno serii w klimatach Shiki, czy Another; w tym roku chyba nic podobnego się nie pojawiło, więc jestem jak najbardziej za.

    Shokugeki no Souma: San no Sara – pozycja obowiązkowa dla fana Soumy.

    Shoujo Shuumatsu Ryokou – zniesmaczony po School Life ale jednocześnie podbudowany po ostatnim Made in Abyss. Może też trafi się perełka?

    UQ Holder! ~Mahou Sensei Negima! 2 – kiedy ostatnio mieliśmy dobry battle­‑harem?

    Omiai Aite wa Oshiego, Tsuyoki na, Mondaiji – nie wiem jaki jest sens kilkominutowych hentai'ów średniej jakości, skoro wypuszczają wieloodcinkowe po 20min+ i coraz to lepsze jakościowo… tzn. kolega tak mówił.

    Osake wa Fuufu ni Natte kara – brakuje mi właśnie czegoś po Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken, może będzie godny następca?
    Odpowiedz
  • Avatar
    Maxromem 20.09.2017 23:07
    No, no, zapowiada się całkiem udany sezon. Z serii, które przynajmniej obczaję to:
    Mahoutsukai no Yome – dużo dobrego się słyszy o mandze i podoba mi się dizajn tego maga, co może świadczyć o niezłym dizajnie świata w ogóle.
    Black Clover – tu z kolei wygląda sztampowo, ale jest fantasy, więc czuję się zobowiązany chociaż dać szanse.
    Dies Irae – ha, to za to wygląda mi na porażkę sezonu, więc liczę na możliwość poznęcania się nad serią w komentarzach.
    Just Because! – jestem fanem szkolnych romansów, a ten wydaje się nie mieć jakiś na siłę wciskanych udziwnień, które sprawią, że będę przewracać oczami.
    Dia Horizon – znowu fantasy, ale Square Enix ostatnio mocno mnie zawiódł Granblue, więc raczej jestem sceptyczny.
    Inuyashiki – tu zachęca mnie sama koncepcja, z podobną jeszcze się jeszcze nie spotkałem.
    Kino no Tabi – jestem dużym fanem poprzedniej adaptacji, więc nie wypada mi tej nie obejrzeć.
    3­‑gatsu no Lion – bardzo dobry pierwszy sezon.
    Shoujo Shuumatsu Ryokou – tutaj też już sama koncepcja mi się podoba, a w dodatku wygląda to dosyć nieźle na trailerze.
    Juuni Taisen – mordobicie, więc mam nadzieję na jaką odmóżdżającą akcję i dobrą animację.
    Kujira no Kora wa Sajou no Utau – gorąco polecam trailer, świat przedstawiony wygląda ekstra i jest narysowany w pięknym stylu.
    Houseki no Kuni – tutaj znowu przemówiła do mnie koncepcja, a także piękny trailer.
    Garo: Vanishing Line – taktycznie ominąłem Guren no Tsuki, ale Honoo no Kokuin bardzo mi się podobało. Do tego Mappa przynajmniej zapewni niezłe widowisko.
    Saredo Tsumibito wa Ryuu to Odoru – nie mam większych oczekiwań po za dobrymi walkami, chociaż koncepcja w ogóle mnie nie przekonuje.
    Sengoku Night Blood – tutaj wszystko zależy od wykonania, wydaję mi się, że może to być albo całkiem niezłe, albo tragiczne, a niestety adaptacja otome game nic dobrego nie wróży.
    Urahar – kolejne anime z gatunku „zwariowanych”. Od Punch Line i Rolling Girls się odbiłem, ale może to będzie bardziej udane.
    Infini­‑T Force – oj zawsze chciałem obejrzeć któregoś z tych starych sentaiów, ale ilość odcinków skutecznie mnie odrzuca. Cieszę się, że mam okazję zobaczyć coś takiego jako sezonówka.

    Dawno nie pamiętam sezonu, w którym nastawiałem się na oglądanie tylu serii. Może to się bardzo źle skończyć, ale jestem dobrej myśli.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz